Z dużej chmury...
O piłkarską środę w beskidzkim regionie zadbali odrobieniem zaległości ze storpedowanej inauguracji wiosny zawodnicy Borów Pietrzykowice i GKS-u Radziechowy-Wieprz.
Spotkanie zapowiadało się przednio, w końcu mierzyły się ze sobą zespoły zaliczane do czołówki "okręgówki". Nie stworzyły one jednak porywającego widowiska, choć momenty warte zapamiętania też dziś w Pietrzykowicach były. Gole paść mogły zwłaszcza po strzałach stemplujących aluminium. Jako pierwszy uczynił to głową w 29. minucie Mateusz Zacny, który z bliskiej odległości obił poprzeczkę. Wyczyn ten w 43. minucie skopiował Tomasz Janik, najgroźniejszy zawodnik w szeregach GKS-u, który chciał wykorzystać fakt, że Wiesław Arast wybrał się stosunkowo daleko przed bramkę. Z kolei w premierowym kwadransie drugiej części, w nietypowym dla siebie położeniu klasycznej "9" znalazł się Patryk Pawlus. Stanął "oko w oko" z golkiperem Borów po pomyłce Jakuba Sołtysika, lecz uderzenie trafiło w słupek...
Znacznie większe pole kadrowych manewrów sprawiło, że to ekipa z Pietrzykowic była stroną aktywniejszą w końcowych fragmentach potyczki. Gol Damiana Tomiczka z racji pozycji spalonej nie został uznany, groźny dla gości był "wjazd" w pole karne Damiana Michalskiego, który nieznacznie chybił. Podobnie przestrzelił o centymetry po stałym fragmencie Janik. Z kolei w 90. minucie doszło do "stykowego" starcia między Pawlusem a Sołtysikiem. Ten pierwszy na murawę jednak nie upadł, nie dając arbitrowi powodów, by podyktować rzut karny.