Swój zakładany cel osiągnęli gospodarze, choć trzeba jednocześnie mieć świadomość, że ważniejsze starcie obie drużyny zaliczą w sobotę w lidze. - To prawda, aczkolwiek dziś cieszymy się z przełamania i mam nadzieję odblokowania. Potrzebowaliśmy takiego meczu, w którym zaprezentujemy się efektownie. Wyraźnie drużyna wzięła sobie do serca krytykę po poprzednim spotkaniu z Borami, prezentując na boisku pełną motywację - mówi Damian Szczęsny, szkoleniowiec Victorii.

Dla ekipy z Hażlacha konfrontacja ułożyła się optymalnie. Już po kilkudziesięciu sekundach prowadziła, kiedy ładnym strzałem "za kołnierz" bramkarza WSS do siatki trafił prawą nogą Kamil Szajter. Swój dobry dzień napastnik potwierdził w 27. minucie, finalizując z najbliższej odległości dogranie Dawida Okraski z lewej strony. Na emocje godne odnotowania z pierwszej części złożył się także celny strzał Kamila Janika po ziemi przy dalszym słupku, dzięki któremu w 38. minucie wiślanie mogli poszczycić się bramką kontaktową. Na dalsze strzeleckie łupy przyszło kibicom zaczekać...

Podwyższenie wyniku na 3:1 dla Victorii, dokonane przez notującego świetne wejście z ławki Antoniego Czaplę, o tyle było zaskoczeniem, że kwadrans wcześniej miejscowi zostali osłabieni liczebnie. Za "pyskówkę" wobec przeciwnika sędzia zakończył występ Antoniego Ogrodnika. Piłkarze z Hażlacha nijak się tym nie przejęli, podobnie wtórnym doprowadzeniem do stanu "stykowego", kiedy w 73. minucie Janik celnie dobił głową futbolówkę, po wcześniejszym ostemplowaniu poprzeczki z rzutu wolnego przez Pawła Leśniewicza. Natychmiast po wznowieniu od środka hat-tricka "upolował" Szajter, w 81. minucie główkę nie do obrony dla Rafała Jacaka z 3. metrów wykonał Bartosz Szołtys, a pozbawionych nadziei zawodników z Wisły dobił w 87. minucie po samotnym rajdzie od połowy boiska Okraska.

Inna sprawa to wyjątkowo niefrasobliwa postawa gości "w tyłach". - Jedna wielka katastrofa... - skwitował ucinając temat Marcin Michalik, trener WSS.