Spotkanie BKS-u i KS-u wypadło w trybie “last minute”. Mimo iż mecz odbył się w czwartkowy wieczór, na popularnej “Górce” zasiadło sporo kibiców. Jakie widowisko zobaczyli? Całkiem niezłe. Widoczny jest progres w zespole bialskiej Stali. To gospodarze mieli optyczną przewagę, z kolei KS mądrze bronił swoich szyków obronnych i za to też im należą się słowa pochwały, bo czynili to w sposób zdyscyplinowany. Ale błędów się nie wyrzekli… 

 

Bardzo dobrą okazję w 14. minucie miał Paweł Kozioł. Grający trener BKS-u świetnie “główkował” po dośrodkowaniu z prawej strony, lecz jeszcze lepiej interweniował bramkarz KS-u. 120 sekund później próbował Łukasz Olma. Jak to mówią - do trzech razy sztuka. W 36. minucie Dariusz Łoś dynamicznie wpadł w pole karne rywala i z zimną krwią pokonał golkipera gości. Z szans KS-u, w końcówce pierwszej połowy obiecujący rajd zanotował Grzegorz Sztorc.

 

Na wstępie drugiej części Łoś znów mógł fetować trafienie. Pięknie przymierzył z rzutu wolnego, jednak piłka zatrzymała się na spojeniu bramki KS-u.W 68. minucie BKS prowadził 2:0. Dogranie ze stojącej piłki głową zamknął Krystian Dudajek. Stracony gol pobudził mistrza bielskiej A-klasy. Zawodnik z Bestwinki został zastopowany w dobrej próbie. Zaraz później KS miał rzut rożny, który na gola zamienił Wojciech Lisewski. Uskrzydlony KS chciał pokusić się o niespodziankę. W 83. minucie było 2:2, gdy Dominik Kania pokonał Filipa Dyducha po kornerze. Reakcja BKS-u? Wzorowa. Zawodnicy z Białej ruszyli do ataku, który już 120 sekund później zakończył się golem. W podbramkowym zamieszaniu przytomnie zachował się Łoś, który wywarł skuteczny pressing na bramkarzu, a piłka po uderzeniu Kozioła wpadła do siatki.