Kibice oglądający spotkanie nie byli świadkami wielkiego widowiska. Do podbramkowych spięć dochodziło sporadycznie. Równo po kwadransie gospodarze dokonali otwarcia wyniku. Podanie od Piotra Cerkowniaka dotarło do Jakuba Legierskiego, którego defensorzy żywieckiej ekipy nie przypilnowali, umożliwiając napastnikowi oddanie strzału do siatki z bliskiej odległości. – Była to w zasadzie jedyna klarowna sytuacja przeciwnika. Ale trzeba przyznać, że my też nie za bardzo sobie w ofensywie radziliśmy – przyznaje Przemysław Pitry, szkoleniowiec Stali-Śrubiarnia.

O odmianę losów meczu goście starali się po zmianie stron. W 55. minucie indywidualną akcję przeprowadził Jakub Michalec, a jej ostatecznym efektem było wyrównanie rezultatu potyczki. Ostatnie słowo należało do LKS-u. W 66. minucie Jakub Przygoda dośrodkował z lewej flanki i gdy wydawało się, że futbolówka wpadnie do rąk Dominika Syca, jej lot przeciął pechowo Błażej Chwaja, notując „swojaka”. To trafienie zdecydowało o wyjazdowej przegranej żywczan, którzy nie potrafili stworzyć konkretnego zagrożenia pod bramką przeciwnika, by przynajmniej uratować remis. Tym trudniejsze było to zresztą zadanie w końcowych minutach, gdyż bezpośrednie czerwone kartki obejrzeli w 80. i 87. minucie Łukasz Widuch oraz Maciej Pułka.

– Sposób, w jaki przegrywaliśmy w końcówce rundy, pozostawia wiele do życzenia. Gra była często lepsza, niż rezultaty i punktów powinniśmy uzbierać więcej – mówi trener V-ligowca z Żywca.