Być może kluczowe spotkanie w walce o utrzymanie w „okręgówce” rozpoczęło się w myśl planu gospodarzy. W 10. minucie piłkę na 20. metrze stracił Kacper Brachaczek, co piłkarze Sokoła skrzętnie wykorzystali. Na liście strzelców zameldował się Kamil Urbaniec, którego mocnego strzału w „krótki” róg nie zdołał zatrzymać Szymon Wawrzyczek. Golkiper Victorii w pełni zrehabilitował się choćby broniąc uderzenie głową Bartłomieja Jakubca po kornerze egzekwowanym przez Sokoła. Goście próbowali odpowiedzieć m.in. akcjami Bartosza Żyły czy Kamila Szajtera, ale nie doczekali się takiej okazji, która byłaby dla Słotwinian prawdziwym zagrożeniem.

Od startu drugiej połowy grę w aspekcie posiadania piłki kontrolowała Victoria, ale... w 62. minucie obrońcy przyjezdnych się zagapili, a w następstwie ofensywnego wypadu mocnym strzałem pod poprzeczkę Seweryn Caputa podwyższył rezultat na 2:0 dla Sokoła, który zmierzał pewnie po arcyważny komplet punktów. Jako, że nieraz przekonaliśmy się, że wspomniany wynik bywa „niebezpieczny”, to przedwczesne dopisywanie gospodarzom łupów nie miało większego sensu. Sama końcówka potyczki to już rzeczy niewytłumaczalne w sposób racjonalny. Wystarczyło bowiem kilka minut, by optyka uległa zmianie o 180. stopni, a ekipa z Hażlacha fetowała drogę z piekła do nieba...

W 87. minucie goście wreszcie „odczarowali” bramkę strzeżoną przez Wojciecha Mroka. Po podaniu Szymona Lizaka „oko w oko” z golkiperem stanął Żyła, nie marnując wybornej sytuacji. Minuta 90. przyniosła mimo wszystko niespodziewane wyrównanie. Trudno uwierzyć w to, że niczym Zinedine Zidane w pamiętnym finale Ligi Mistrzów Realu Madryt z Bayerem Leverkusen futbolówkę w samym okienku fenomenalnie umieścił Szymon Paluch. Piłkarze Sokoła natychmiast zerwali się, by strzelić zwycięską bramkę, egzekwowali w doliczonym czasie 4 rzuty rożne pod rząd, by... nadziać się na kontrę Victorii w 94. minucie. Lizak „uruchomił” Żyłę, który zaskoczył Mroka, tonąc w objęciach kolegów z drużyny i licznie przybyłych kibiców klubu z Hażlacha.

– Dla kibiców to był mecz pełen emocji, dla nas taki, którego prędko nie zapomnimy. Wykazaliśmy się dużą cierpliwością, ale warto było. To kluczowe zwycięstwo dla większego oddechu na finiszu ligi, bo tabela jasno pokazuje – różnicę nad drużynami będącymi za nami wypracowaliśmy sobie już na ten moment wyraźniejszą – mówi Tomasz Wuwer, szkoleniowiec triumfatorów spotkania z rzadko widywanym scenariuszem.