Stefan Kraft odniósł podczas zawodów na obiekcie HS-95 zwycięstwo numer 46. w karierze w zawodach Pucharu Świata, wyrównując osiągnięcie legendarnego Matti Nykaenena. Doświadczony Austriak triumfował na normalnej skoczni po skokach na 97,5 m oraz 96,5 m. Tuż za nim znalazł się Słoweniec Anze Lanisek (2 razy po 96 m), a na podium zameldował się także nowy rekordzista Lugnet - Philipp Raimund (99,5 m w finale konkursu).

Z polskich reprezentantów najlepiej wypadł... najmłodszy z nich - Kacper Tomasiak. Skoczek LKS Klimczok Bystra uzyskał 93 m w obu swoich próbach, co pozwoliło mu zająć 12. lokatę. To "życiówka" 18-latka w krótkiej dotychczasowej przygodzie z elitą skoków narciarskich. Nieco niżej sklasyfikowany został na 15. miejscu Kamil Stoch. Mniejsze powody do zadowolenia miał Paweł Wąsek (WSS Wisła w Wiśle), który był 27., ale zgarnął pucharowe punkty w odróżnieniu do kończących rywalizację poza "30" kolegów z klubu - Aleksandra Zniszczoła oraz Piotra Żyłę. Podobny los spotkał Dawida Kubackiego.

Rewanżowe zmagania - tym razem na skoczni HS-132 - również miały swój klimat. Na półmetku prowadził Kraft, ale wyjątkowo nieudany skok na finiszu konkursu "zrzucił" go na 9. miejsce. Wykorzystał to Lanisek (129 m i 128,5), obejmujący po wygranej pozycję lidera "generalki" Pucharu Świata. Na "pudle" stanęli ponadto: Stephan Embacher z Austrii i Domen Prevc ze Słowenii, którzy z triumfatorem przegrali nieznacznie.

Biało-czerwone akcenty "in plus" to 15. lokata Tomasiaka (121 m i 124,5 m) oraz 16. Stocha. Za 28. miejsce skromne łupy zgarnął Kubacki, wyprzedzający minimalnie Żyłę - 29. po próbach na 119 m i 121,5 m. O pechu mówić może 31. w stawce Wąsek.

W weekend fińska Ruka i... ten sam 6-osobowy skład Polski. To ostatnie zawody przed świętem skoków narciarskich i Pucharem Świata w Wiśle.