Z początku goście powodów do zadowolenia nie mieli. W 10. minucie doszło do „stykowej” sytuacji w ich polu karnym, sędzia zdarzenie zakwalifikował jako faul, a zawodnicy Pioniera objęli prowadzenie. Cieszyli się nim długo, co było następstwem także niskiej precyzji w wykorzystywaniu sytuacji. Dopiero w 42. minucie impas zespołu z Wilkowic został przełamany, za sprawą dwójkowej akcji Rafała Hałata i trafiającego do siatki strzałem pod poprzeczkę Dominika Kępysa. Faworyt poczuł swój dobry moment i istotnie przed nadejściem przerwy zdobył przewagę, znów korzystając na ofensywnych inklinacjach wspomnianych napastników.

O komplikacjach trudno mówić w odniesieniu do tego, co działo się na boisku po zmianie stron, kiedy piłka wpadała wyłącznie do pisarzowickiej „świątyni”. W 68. minucie w roli egzekutora wystąpił Hałat, a całość zwieńczył w 85. minucie Mateusz Fiedor, który uderzył nie do obrony „z wapna”, zaordynowanego po ręce w polu karnym. W tenże sposób wilkowiczanie wyjechali z tarczą z terenu mimo wszystko niewygodnego.

– Wszyscy są po meczu zdrowi i w kontekście ligi to najlepsza wiadomość. Nie grało się nam łatwo, ale nieskoszona trawa wytrącił nam sporo atutów, bo operowanie piłką mieliśmy przez to utrudnione – nadmienia Krzysztof Bąk, szkoleniowiec GLKS Nacomi.