Zabrakło... prostych środków
Teren w Lędzinach raz jeszcze okazał się niewygodny. Odczuli to w rywalizacji o V-ligowe punkty piłkarze Stali-Śrubiarnia Żywiec.
– Czasami te prostsze metody okazują się skuteczniejsze. My wiedzieliśmy czego potrzebujemy, aby radzić sobie z mocnym fizycznie rywalem i wyjechać z Lędzin z punktami. Ale założenia to jedno, a ich realizacja jest już czymś zupełnie innym – podkreśla Przemysław Pitry, szkoleniowiec żywieckiej drużyny.
Być może losy spotkania w Lędzinach potoczyłyby się inaczej, gdyby nie fakt, że to gospodarze premierowy kwadrans zamknęli golem Dawida Pułtoraka. W ofensywie zawodnicy Stali-Śrubiarnia nie byli w stanie niczego wskórać. W 56. minucie Dominik Syc skapitulował po uderzeniu Wojciecha Gemborysa. Tym razem nastąpił pożądany zryw i trafienie kontaktowe Radosława Lejawy, któremu asystował w 66. minucie Jakub Michalec. Niestety, już w 72. minucie 2-bramkową przewagę MKS-owi przywrócił Konrad Walicki. Najlepszą sytuację, by dokonać ponownej korekty Żywczanie mieli po pojawieniu się na murawie Miłosza Bargiela, ale doprowadzenie do emocjonującej końcówki gościom się nie udało.
– Spokojnie i cierpliwie dalej robimy swoje. Tym razem sobie nie poradziliśmy w takich, a nie innych warunkach meczowych, ale podobne doświadczenia będą procentować – klaruje Pitry.