- Zabrakło piłkarskiego szczęścia. Po dobrym meczu niestety musimy przełknąć gorycz porażki. Jesteśmy troszeczkę zdenerwowani, niewykorzystane okazje się na nas zemściły, ale możemy wracać z podniesioną głową, zagraliśmy dobre zawody - powiedział po spotkaniu trener Spójni, Patryk Pindel.

 

Spotkanie w Rybniku od pierwszych minut było żywe i toczone w dobrym tempie. Obie drużyny nie zamierzały kalkulować, co szybko przełożyło się na sytuacje bramkowe. W 30. minucie bliski szczęścia był Maksymilian Biskup, który wpadł w pole karne i oddał groźny strzał. Kilka minut później dogodną okazję miał również Bartłomiej Ślosarczyk. Landeczanie mogli objąć prowadzenie także tuż przed przerwą. W 41. minucie Kamil Turoń uderzył jednak tylko w poprzeczkę. Niewykorzystane sytuacje zemściły się chwilę później. W 43. minucie gospodarze przeprowadzili skuteczną akcję prawą stroną, a po dośrodkowaniu na dalszy słupek w tempo wbiegł Mandrysz i otworzył wynik meczu.

 

Po zmianie stron Spójnia odważniej ruszyła do ataku. Już w 46. minucie groźnie zrobiło się po akcji Ślosarczyka, a w 51. minucie ten sam zawodnik trafił w słupek. Goście nie odpuszczali i szukali wyrównania, a w 65. minucie Igor Mencnarowski po uderzeniu głową posłał piłkę minimalnie obok bramki. Długo wyczekiwany gol dla Spójni padł w 74. minucie i był ozdobą spotkania. Misala przejął piłkę około 35. metrów od bramki, ruszył z dynamicznym rajdem i efektownym strzałem doprowadził do remisu.

 

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, gospodarze zadali decydujący cios w samej końcówce. W 90. minucie po składnej akcji w pole karne Spójni trafiła półgórna piłka, która po precyzyjnej wrzutce została skierowana do siatki, ustalając wynik spotkania.