Zaskakująca różnica
"Dwójka" Podbeskidzia nie miała nic do powiedzenia w Żywcu. Mecz z gospodarzami zakończył się rezultatem, którego nie można było przewidzieć, z racji znaczącej dysproporcji w strzelonych golach.
– W bardzo podobny sposób przeciwnik strzelał bramki, dotkliwie nas kontrując. Wiedzieliśmy, że tych zagrań za plecy obrońców będzie szukał, natomiast nie dostosowaliśmy naszej gry do warunków panujących na boisku. Inna sprawa to determinacja, bo jej było więcej w postawie Śrubiarni – mówi Tomasz Górkiewicz, szkoleniowiec rezerw Podbeskidzia, które doznały nieoczekiwanej wyjazdowej klęski.
Niewątpliwie mecz „ustawiły” gole Jakuba Michalca, który w 18. i 24. minucie wykorzystywał świetne podania Macieja Pułki oraz Kacpra Mariana. Bielszczanie „w tyłach” się nie popisywali, ale też przy wspomnianych akcjach byli przekonani, że sędziowie grę przerwę z racji wyjść na dobre pozycje na granicy spalonego. Kiedy w 44. minucie Radosław Lejawa obsłużył z bocznego sektora Pułkę, a ten ustalił wynik na półmetku rywalizacji na 3:0, było niemal pewne, że gościom nie będzie dane wywieźć z Żywca punktów.
– Graliśmy inaczej, niż z „dwójką” Rekordu, wiedząc, że przyjdzie nam mierzyć się z podobną drużyną. Byliśmy w dobrej formie strzeleckiej, a szybkie ataki nam wychodziły – zaznacza trener gospodarzy Przemysław Pitry, który sam w 85. minucie wpisał się do grona strzelców bramek, idealnie wykonując rzut wolny z ponad 20. metrów. Było to trafienie numer 5. dla Stali-Śrubiarnia, wcześniejsze odnotował w 68. minucie Marian, który „na raty” pokonał golkipera Podbeskidzia II.
Gole kibice w Żywcu oglądali jeszcze w 77. i 90. minucie. Wpierw honor przyjezdnych podratował Piotr Twardosz, zamykając na dalszym słupku oskrzydlającą szarżę Huberta Szatanika. Ostatni ważny akcent spotkania to asysta Mariana i łup Dawida Leguta.