Zaskoczenie tylko na wstępie
Pucharowy bój stoczyli dziś Góral Żywiec z Orłem Łękawica, a stawką była przepustka do półfinałowej fazy na szczeblu podokręgu.
Zgoła sensacyjnie Góral jako pierwszy przeprowadził akcję zwieńczoną golem, ale to najwyraźniej podziałało na faworyta na wskroś mobilizująco. W 20. minucie o wyrównanie postarał się Damian Chmiel, który przytomnie spuentował dośrodkowanie Roberta Mrózka. Świadectwem przewagi Orła był także gol kolejny, gdy w 27. minucie po odegraniu Kamila Gazurka doskonałe uderzenie zza pola karnego wykonał ponownie Chmiel.
- Mieliśmy tak naprawdę cały czas kontrolę nad tym, co działo się na boisku. Właściwie co chwilę torpedowaliśmy bramkę Górala i kolejne gole były kwestią czasu - zaznacza Krzysztof Wądrzyk, szkoleniowiec zespołu z Łękawicy, będącego na dobrej drodze do obrony trofeum zdobytego w poprzedniej edycji Pucharu Polski na Żywiecczyźnie.
Ciąg dalszy rozbijania przeciwnika to już druga połowa, w tym w krótkim odstępie czasu między 54. a 55. minutą, jakiekolwiek złudzenia żywczan rozwiali: Mateusz Widuch, uderzeniem w samo "okienko" z rzutu wolnego, oraz Adrian Rakowski, obsłużony asystą przez Seweryna Caputę. W ostatnim kwadransie pucharowego starcia kropkę nad "i" postawił Caputa, wśród asystentów zaistniał natomiast m.in. Kacper Baron. Okazji na bardziej okazałe zwycięstwo przyjezdni mieli więcej, by wspomnieć o sytuacji sam na sam Filipa Moiczka czy próbie Caputy w słupek.