O kunktatorstwie, zarówno w odniesieniu do gospodarzy, jak i wyżej notowanych Gliwiczan, nie mogło być dziś mowy. Nie od razu jednak chęć odniesienia zwycięstwa w hitowym starciu przełożyła się na bramkowe zyski. Aż dziw bierze, że po 20. minutach tablica wyników wskazywała stan bezbramkowy przy okazjach, jakie zostały w ofensywie wypracowane przez zawodników Rekordu i Piasta. Dość wspomnieć o uderzeniach, które obijały aluminium. Próba biało-zielonych z tym związana to główka Miłosza Krzempka. Po przeciwnej stronie uczynili to w końcówce pierwszej części Miguel Pegacha oraz Bruno Graca. Uwijali się też między słupkami obaj bramkarze - Michał Kałuża zastopował Pegachę, zaś jego vis-a-vis Michał Widuch nie dał się pokonać Guilherme Kadu.

Worek z bramkami rozwiązał się po przerwie, a 2 razy w roli zespołu będącego wynikowo z przodu znaleźli się faworyzowani przyjezdni. W 21. minucie kibicom w Cygańskim Lesie przypomniał się Jani Korpela, który strzałem przy słupku zmusił Kałużę do kapitulacji. Golem zakończyła się również próba Pegachy, która była w 24. minucie natychmiastową ripostą na wyrównujące trafienie umiejętnie przedzierającego się lewą flanką Pawła Budniaka. Dążenia "rekordzistów", by mistrzowi nie ulec długo nie przynosiły skutku, ale cierpliwość została wynagrodzona. W 37. minucie Edgar Varela dograł do Miguela Kenji, który spuentował zaciętą batalię, zwieńczoną wartościowym dla Rekordu remisem w zaistniałych okolicznościach.