Zatrzymany żeński „Kolejorz”
Starcie 11. kolejki Ekstraligi okazało się dla piłkarek Rekordu Bielsko-Biała przeprawą wymagającą, a jego wynik...
... oddający bardzo wymiernie to, co działo się na boisku. – To taki remis, po którym obie drużyny nie mogą mówić o jakimś wielkim niedosycie. Obiektywnie był to mecz, w którym raczej nikt bardziej na zdobycie wszystkich punktów nie zasłużył – podkreśla Mateusz Żebrowski, szkoleniowiec piłkarek Rekordu.
Gospodynie najlepszą okazję całego spotkania miały w 42. minucie. W dobrej sytuacji znalazła się Roksana Gulec, która mimo oddania mocnego strzału musiała uznać klasę Jagody Sapor między słupkami bramki Lecha. Dobitka nie miała już precyzji, by nawet bramkarkę przyjezdnych powtórnie „zatrudnić”. Zawodniczki z Wielkopolski także w tym fragmencie wyrównanej batalii sprawdzały czujność Kingi Ptaszek, lecz najbliżej powodzenia były zdecydowanie w 86. minucie. „Podcinka” jednej z rywalek trafiła w słupek, a misji wyekspediowania futbolówki i oddalenia zagrożenia podjęła się natychmiastowo Agnieszka Glinka. Z perspektywy biało-zielonych wspomnieć można o próbach Nikoli Dębińskiej czy kilku obiecujących stałych fragmentach, ale o zdobyczy bramkowej przy nich mowy być nie mogło.
– Nie był to łatwy mecz, dlatego cieszymy się, że zakończyliśmy ligową jesień bez porażki. Mamy świadomość naszego miejsca i roli w stawce, będąc jedną z najmłodszych drużyn na tym szczeblu. Pozycję startową do wiosny mamy taką, że możemy dalej spokojnie pracować – klaruje trener aktualnie 5. siły w kobiecej Ekstralidze.