SportoweBeskidy.pl: Nowy budynek Spójni oficjalnie i uroczyście otwarty. Jak ocenia Pan całe wydarzenie?
Zbigniew Orawiec:
Wszystko poszło zgodnie z planem. Wójt Gminy Jasienica, Janusz Pierzyna, bardzo sprawnie poprowadził uroczystość. Frekwencja dopisała, większość zaproszonych gości dotarła. Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo to kolejny krok, który wykonaliśmy, aby klub mógł się dalej rozwijać.

 

SportoweBeskidy.pl: Długo czekaliście na ten moment. Nowy „dom” już służy jak należy?
Z.O.:
Z budynku korzystaliśmy warunkowo już od listopada ubiegłego roku. Od 15 stycznia mamy go oficjalnie w użyczeniu, a wczoraj odbyło się uroczyste otwarcie. To nowoczesny, elegancki i dobrze zaprojektowany obiekt, który będzie służył mieszkańcom przez długie lata.

 

SportoweBeskidy.pl: Jest Pan związany z klubem od lat. Spodziewał się Pan, że dojdziecie do takiego momentu?
Z.O.:
Jestem w klubie, z małymi przerwami, od 1992 roku, czyli od samego początku. Tu się urodziłem i zawsze był we mnie lokalny patriotyzm. Na to, gdzie jesteśmy dziś, zapracowało bardzo wiele osób i działaczy. Niestety, wielu z nich już nie ma z nami, ale należy im się ogromny szacunek, bo włożyli w ten klub mnóstwo serca. Ogromną rolę odegrał też prezes honorowy, Wojciech Koźlik. To za jego kadencji awansowaliśmy do IV ligi. Do dziś jest blisko klubu i wspólnie staramy się dalej go rozwijać. Plany infrastrukturalne są, ale to już kwestia przyszłości.

 

SportoweBeskidy.pl: Jak wyglądały początki Spójni w Landeku?
Z.O.:
Pamiętam pierwsze lata bardzo dobrze. Graliśmy w C-klasie skoczowskiej, a przebieraliśmy się w starym autobusie, właściwie wraku. Wszystko rodziło się w bólach. Z czasem zaczęliśmy się rozwijać infrastrukturalnie. Było skromnie, ale konsekwentnie szliśmy do przodu. Dziś jesteśmy ponad dekadę w IV lidze i trzymamy poziom. Przez klub przewinęło się wielu ciekawych zawodników i jest co wspominać.

 

SportoweBeskidy.pl: Trochę po cichu, trochę w cieniu, ale jesteście trzecią siłą w Podokręgu Bielsko-Biała po Rekordzie i Podbeskidziu. 
Z.O.: Można tak powiedzieć, a w powiecie bielskim na pewno jesteśmy w ścisłej czołówce. Gramy z solidnymi markami, jeździmy do Rybnika czy Częstochowy. To dla nas wyróżnienie, ale też efekt ciężkiej pracy i stabilnego budowania klubu.

 

SportoweBeskidy.pl: I Liga Śląska to wymagające rozgrywki także organizacyjnie?
Z.O.:
Zdecydowanie. Przede wszystkim dalekie wyjazdy generują duże koszty. Województwo śląskie jest rozległe, ostatnio jechaliśmy do Częstochowy. Na tym poziomie trzeba mieć solidne zaplecze finansowe. Po reorganizacji liga jest jeszcze trudniejsza, ale nie czujemy się gorsi. Jeździmy do dużych miast, gdzie czasem pytają: „gdzie jest Landek?”, ale coraz częściej jesteśmy już rozpoznawalni i mówi się o nas pozytywnie.

 

SportoweBeskidy.pl: W przeszłości było sporo zmian, dziś widać stabilizację?
Z.O.:
Tak, można powiedzieć, że od dwóch lat mamy stabilizację. Mateusz Wrana zdobył z nami wicemistrzostwo IV ligi, a później zrobił kolejny krok w karierze i dziś pracuje w Rakowie Częstochowa. To pokazuje, że u nas można się rozwijać. Młodzi zawodnicy widzą, że dostają szansę i mogą iść wyżej.

 

SportoweBeskidy.pl: Jaki jest cel na ten sezon?
Z.O.:
Chcemy zakończyć sezon na podium i tego będziemy się trzymać.

 

SportoweBeskidy.pl: Marzenia o III lidze w Landeku cały czas gdzieś jeszcze są? 
Z.O.: Czy one w ogóle kiedyś były (śmiech)? Oczywiście każdy chce grać jak najwyżej, ale III liga to już poziom półprofesjonalny, wymagający dużych nakładów i organizacji. Na dziś skupiamy się na tym, by być jak najwyżej w IV lidze. Awans to jedno, ale sztuką jest się na tym poziomie utrzymać.