W Istebnej jeszcze kibice nie zdążyli na dobre „ogarnąć” wzrokiem boiskowej przestrzeni, a już gospodarze przegrywali. W 15. sekundzie meczu o jedno z najszybszych trafień tego sezonu postarał się dla gości z Tworkowa Piotr Cerkowniak. Fatalny start odcisnął piętno na poczynania beniaminka. – Nie było nas kompletnie w grze. Nie potrafiliśmy się otrząsnąć, notowaliśmy mnóstwo strat, a na tym poziomie rozgrywkowym rywale to wykorzystują – mówi Dariusz Rucki, grający trener Górala, udającego się do szatni w nastrojach jeszcze gorszych po kolejnej bramkowej zdobyczy Cerkowniaka.

W przerwie szkoleniowiec istebnian dokonał aż 4 roszad w składzie, które wpłynęły ożywczo na postawę na boisku. Dowód? 47. minuta, rzut z autu Mateusza Krężeloka, będące jego następstwem zagranie ręką defensora LKS-u w polu karnym i... kontaktowy gol Antoniego Kukuczki „z wapna”. – Kolejny kwadrans mieliśmy naprawdę niezły, szukając wyrównania – przyznaje D. Rucki. Szanse Górala to zwłaszcza te Andrzeja Łacka, który nie zdołał odpowiednio czysto trafiać w futbolówkę, by golkipera przyjezdnych zmusić do kapitulacji.

Niestety, gdy gol dający Góralowi realny powrót do walki o korzystny wynik wisiał w powietrzu, gospodarze między 65. a 70. minutą zostali znokautowani. Szczególnie łup ekipy z Tworkowa dający jej „odjazd” na 3:1, a będący pokłosiem straty piłki przez Krzysztofa Urbaczkę, miał znaczenie niebagatelne. Marnym, a może i żadnym pocieszeniem jest to, że ostatniego gola autorstwa Jakuba Legierskiego, ustalającego rezultat na 5:1 dla LKS-u, miejscowi stracili po mocno dyskusyjnym rzucie karnym.

– Mamy problem, który się powtarza, że nie umiemy właściwie zareagować i dajemy sobie strzelać kolejne gole. Liczyłem bardzo, że ten mecz potoczy się inaczej, bo byliśmy tym razem w składzie zbliżonym do optymalnego – klaruje szkoleniowiec beniaminka, który poza inauguracją sezonu nie doczekał się jeszcze ligowego zwycięstwa.