Zdobycz do poszanowania
Nie może na dobre „odpalić” Wisła Strumień, z kolei punkty z regularnością zbiera tej jesieni LKS Leśna.
Kibice w Strumieniu mogli być mimo wszystko zaskoczeni tym, że ich ulubieńcy oddali w pierwszej połowie inicjatywę przyjezdnym. – Nie dojechaliśmy na tę część meczu. Nie dość, że sami nie stwarzaliśmy zagrożenia w ofensywie, to jeszcze rywal powinien przynajmniej ze 2 gole strzelić. Z tego względu możemy cieszyć się z końcowego efektu – nadmienia krytycznie względem swojego zespołu grający trener Mateusz Szatkowski. Faktem jest, iż beniaminek już po kwadransie mógł prowadzić. Zapobiegł temu Jarosław Gatner, broniący uderzenia Kajetana Lacha i Jakuba Jurowskiego w bardzo dogodnych pozycjach strzeleckich. Pomylił się za to nieznacznie Kacper Jakubiec.
Nie od razu nastąpiła po rozmowie w szatni odmiana w postawie ekipy ze Strumienia. W 57. minucie przeważający goście dopięli swego, a trafienie na 1:0 do złudzenia przypominało to z poprzedniej konfrontacji LKS-u. Strzał Krzysztofa Walkiewicza golkiper sparował do boku, ale dobitkę najszybciej wykonał Jakubiec. I zapewne do Leśnej wróciłby komplet punktów, gdyby przynajmniej jedną z kolejnych szans reprezentant Żywiecczyzny był w stanie spuentować. Strzał Lacha instynktownie nogą odbił Gatner, podobnie główkę Mateusza Piątka po rzucie rożnym.
Przywołany natomiast „gong”, dopiero w połączeniu ze zmianami w składzie, spowodował wzrost zaangażowania zawodników Wisły, często budującej akcje z pominięciem środkowej linii. Świetne okazje, także po zameldowaniu się na murawie, miał Szymon Kołodziej. Piłkę w siatce ulokował niemal „last minute” w 90. minucie, kiedy wychodzący z bramki poza „16” Radosław Pietrasik zderzył się z Tymoteuszem Pyszem, umożliwiając strzelcowi dopełnienie formalności. Jeszcze w samej końcówce mógł nastąpić totalny zwrot – czy to przy podaniu Szatkowskiego w kierunku Jakuba Puzonia czy kolejnej próbie Sz. Kołodzieja, mijającej o centymetry słupek.