– Zwycięstwo traktowaliśmy w przypadku tego spotkania w kategorii obowiązku. Od początku dobrze wyglądaliśmy pod kątem stwarzania sobie okazji i zagrażania rywalowi przy stałych fragmentach – tłumaczy na wstępie trener wilkowiczan Krzysztof Bąk.

To, że piłkarze GLKS Nacomi byli lepsi w toku rywalizacji, najlepiej potwierdzają strzelone bramki. W 25. minucie strzał Mateusza Fiedora został obroniony, ale właściwą dobitkę wykonał Rafał Hałat. Wspomniani napastnicy mieli największy udział przy podwyższeniu prowadzenia w 34. minucie. Hałat wykazał się dla odmiany asystą, a celną główką jego kolega z ofensywy. Do grona strzelców dołączyć mógł Dominik Kępys, ale sprytną próbę piętą zdołał w sobie wiadomy sposób zastopować golkiper „dwójki” GKS-u. Goście? Walczyli ambitnie i nie ograniczali się wyłącznie do działań w destrukcji, co zwiastowało ciekawą odsłonę rewanżową.

Co najważniejsze, nie uległ w niej zmianie wynik, choć po obu stronach boiska co jakiś „kotłowało się”. Ekipa z Wilkowic mogła żałować, że jastrzębian nie zdołała dobić. Kolejne sytuacje miał Kępys, w tym główkując z 5. metra wprost w ręce golkipera przyjezdnych, czy Fiedor po wrzutce Macieja Marca. – W miarę pewnie jednak dowieźliśmy zwycięstwo, choć musieliśmy zachować czujność, bo przeciwnik szukał gola kontaktowego – dodaje szkoleniowiec GLKS Nacomi.