Poniedziałek 9 lutego 2026 roku to dzień wyczekiwany - konkurs indywidualny na skoczni normalnej w Predazzo, zaliczany do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich. W nim "nasz" Kacper Tomasiak w wyśmienitej formie i ścisłym gronie faworytów do medalowego sukcesu.

Wielkie emocje Tomasiak zapewnił polskim kibicom już w pierwszej części rywalizacji, w której potwierdził, że świetne wyniki z treningów nie były przypadkowe. Po skoku na 103 metry zawodnik LKS Klimczok Bystra zameldował się w ścisłej czołówce, a gdy swoje premierowe próby oddali wszyscy uczestnicy olimpijskiego konkursu - lider polskiej kadry sklasyfikowany został na półmetku na 4. miejscu z najmniejszą możliwą stratą do podium, wynoszącą raptem 0,1 punktu...

Za Bielszczaninem byli jednak przed decydującą serią - także z niewielkim dystansem - m.in. Japończyk Ryoyu Kobayashi, Słoweniec Domen Prevc, Norweg Marius Lindvik czy Austriak Daniel Tschofenig. Na prowadzeniu z kolei - Niemiec Philipp Raimund, o 2,8 "oczka" przed Tomasiakiem.

Finał był prawdziwą "nerwówką", a beskidzki skoczek odegrał jedną z kluczowych ról. Ciśnienie wytrzymał po mistrzowsku, w pięknym stylu lądował na 107 m i... sięgnął po wymarzone olimpijskie srebro! O 3,4 pkt. lepszy okazał się tylko Raimund, a brąz zgarnęli ex aequo - Szwajcar Gregor Deschwanden i Japończyk Ren Nikaido. To oznacza nic innego, jak zgoła sensacyjny i jakże radosny dla nas dzień w Predazzo...

Dzisiejszego konkursu na skoczni normalnej nie będą natomiast dobrze wspominać z racji swoich występów pozostali biało-czerwoni, którzy nie przebrnęli do finału. Zarówno 97,5 m Pawła Wąska z WSS Wisła w Wiśle (35. miejsce), jak i równe 100 m Kamila Stocha (38. miejsce) pozostawiło kibiców z oczywistym niedosytem.