Znakomite ostatki
Futsaliści Rekordu Bielsko-Biała skończą sezon z brązowymi medalami na szyjach? To całkiem realny scenariusz po dzisiejszym otwarciu rywalizacji z Constractem Lubawa.
"Rekordziści", którzy bez względu na dalsze losy serii o brąz dziś zagrali po raz ostatni w sezonie 2025/2026 przed własną publicznością, sprawę wygranej "załatwili" w dużej mierze we wstępnej fazie konfrontacji. Ich ofensywa funkcjonowała wówczas bez zarzutu, a trudy ekstremalnie wyczerpującej rywalizacji półfinałowej zdawały się zupełnie nie być odczuwalne. Wystarczy odnotować, że w 8. minucie gospodarze mieli na koncie aż 3 gole, które znacząco ostudziły entuzjazm Lubawian.
Trafienie z 3. minuty, którym Kacper Pawlus "napoczął" przeciwnika, było w znacznym stopniu pokłosiem niefrasobliwości defensywy Constractu. Kadrowicz z Rekordu tylko dopełnił formalności. Za moment było 2:0, bo rzut wolny znakomicie wyegzekwował Franco Spellanzon. Wprawdzie w 6. minucie odpowiedział Gabriel Rinaldin, ale miejscowi zareagowali wyśmienicie. Z narożnika dokładne podanie wykonał Paweł Budniak, a Edgar Varela przywrócił bezpieczną przewagę swojej drużynie.
Wszystko, co najlepsze, jeśli chodzi o obronę dostępu do własnej "świątyni" zawodnicy Rekordu zostawili sobie na drugą połowę. W niej nie ponieśli żadnych strat. Co więcej, już w 24. minucie odebrali nadzieje gościom, kiedy przytomnie Michał Marek przerzucił golkipera Constractu w następstwie asysty Michała Kałuży. W ostatniej 10-minutówce niedzielnego spotkania częstym widokiem był Kacper Sendlewski w roli tzw. lotnego bramkarza, ale i ten wariant nie pozwolił Constractowi choćby "zahaczyć się" do walki o remontadę. Przeszkodą z perspektywy ekipy z Cygańskiego Lasu nie okazało się także wykluczenie Kałuży z 35. minuty po faulu ratunkowym względem Pawła Kaniewskiego.
By zgarnąć medal Bielszczanie potrzebują teraz wygranej w Lubawie. Pierwsza ku temu okazja już w środowy wieczór - punktualnie o godzinie 18:00 start meczu numer 2. Następnego dnia dojdzie do ewentualnego finału.