Potyczka z Czarnymi Sosnowiec najzwyczajniej nie ułożyła się pomyślnie dla gospodyń. – Nie wyszła nam pierwsza połowa – przyznał szczerze szkoleniowiec biało-zielonych Mateusz Żebrowski, a słowa te znajdują pełne odzwierciedlenie w wyniku. W 11. minucie na strzał z dystansu zdecydowała się Luiza Kozielska, a temu, by piłka wpadła do siatki nie zdołała zapobiec Kinga Ptaszek. Kolejnym trudnym momentem była 23. minuta. Klaudia Miłek przerzuciła bramkarkę Rekordu, komplikując jakiekolwiek rozważania o osiągnięciu korzystnego rezultatu. Powtórnie futbolówka w siatce zatrzepotała w 25. minucie – kontrę sosnowiczanek zwieńczyła Nikol Kaletka. Widoków na kolejną niespodziankę nie było w tym momencie praktycznie żadnych...

Nie sposób przewidzieć, jak potoczyłaby się odsłona rewanżowa, gdyby Dominika Dereń wykorzystała rzut karny po faulu na Julii Gutowskiej. Być może „rekordzistki” zainicjowałyby pościg, albo przynajmniej spróbowały wskórać cokolwiek w ofensywie. A tak wynik nie uległ zmianie, bo i przyjezdnym brakowało elementu egzekucji przy co najmniej kilku obiecujących akcjach.

– Drużyna z Sosnowca dominowała w wielu zadaniach boiskowych, doskonale niwelując nasze atuty. W moim odczuciu w dość łatwy sposób zdobyła bramki – podsumował trener kobiecego Rekordu dla klubowej strony.