Znokautowani przez rezerwowego
W Rzeszowie zmierzyły się dziś w meczu pucharowym drużyny miejscowej Stali i Podbeskidzia Bielsko-Biała - obie średnio radzące sobie w dotychczasowych rozgrywkach I-ligowych.
Kibice byli świadkami meczu (do czasu) wyrównanego, w którym szybko okazało się, że skuteczna akcja któregoś z zespołów może okazać się tą mocno przybliżającą do awansu do 1/16 finału. Do 72. minuty nie wydarzyło się nic co pozwoliłoby z obiektywizmem dawać więcej szans Stali bądź Podbeskidziu...
Kiedy we wspomnianej minucie kontrę gospodarzy bezwzględnie wykończył wprowadzony z ławki po upływie godziny Szymon Pukała, Rzeszowianie poczuli, że przepustka do celu jest blisko. Pozytywnie nastawieni potrzebowali raptem 120. sekund, by Szymona Brańczyka znów pokonać. Strzelec? Ponownie Pukała. W 82. minucie losy awansu ostatecznie zostały przesądzone. Efektowny strzał zatrzepotał w siatce, a na koncie 19-latka pojawił się spektakularny hat-trick, a mowy o jakimkolwiek zwrocie być nie mogło.
Czy można z wolna wskazywać już na kryzys Podbeskidzia? W lidze podopieczni Marcina Włodarskiego jeszcze nie wygrali i są na przedostatnim miejscu w tabeli. Pucharowa przygoda też nie była szczególnie okazała, a wtorkowa porażka - dotkliwa. Częściowe jej usprawiedliwienie to brak kilku podstawowych zawodników, w tym odpowiadających za ofensywę. Dziś najgroźniejszym piłkarzem "Górali" był Dalibor Takac, którego uderzenia zmuszały po pauzie do wysiłku golkipera Stali. Słowak jednak został odesłany "do bazy" tuż przed wstrząsem doznanym przez bielski zespół.