Zwycięskie auty
W Żabnicy outsider „okręgówki” robił co mógł, by swoje punktowe konto nieco podreperować.
Trzeba przyznać, że gospodarze wyżej notowanej ekipie z Leśnej postawili trudne warunki. Wprawdzie początkowe 20. minut to przewaga LKS-u i udokumentowanie jej golem, ale być może przyjezdni poczuli się zbyt pewnie. W 17. minucie po rzucie z autu i „przegłówkowaniu” piłki przez Patryka Semika skutecznym wolejem Michała Motykę pokonał ustawiony na dalszym słupku Kacper Jakubiec. W tym fragmencie podopieczni Mateusza Stankiewicza mieli jeszcze nieznacznie chybioną główkę Mateusza Piątka po rzucie rożnym czy uderzenie Kajetana Lacha zmierzające „w okienko”, a sparowane przez golkipera Skałki.
Żabniczanie nie ograniczali się wyłącznie do przeszkadzania. – Graliśmy w piłkę długimi fragmentami i chyba po raz pierwszy w tej rundzie mogę stwierdzić z pełnym przekonaniem, że przyjemnie się to oglądało z perspektywy ławki – klaruje szkoleniowiec gospodarzy Tomasz Sala, którzy szczególnie pewnie i dobrze poczuli się od samego startu drugiej części.
Odnotować należy przede wszystkim w tym kontekście wzorcowe rozegranie akcji dającej Skałce wyrównanie. Uczestniczyli w niej Dominik Błachut i Robert Orzeł, a nade wszystko dokonujący w 65. minucie egzekucji... Motyka, zastąpiony w przerwie między słupkami przez Tomasza Pawlika i wcielający się nieoczekiwanie w rolę jednego z najgroźniejszych zawodników dla LKS-u. Błachut i Orzeł niepokoili także strzałami Radosława Pietrasika, choć finalnie do wysiłku bramkarza przyjezdnych nie zmuszali. O włos od trafienia dla outsidera był powtórnie Motyka, główkując po kornerze. Piłka odbiła się jednak od ziemi i poszybowała ponad poprzeczką.
Faworyzowany zespół z Leśnej, który tym razem nie zaprezentował pełni swoich walorów, był natomiast bardziej efektywny. A w piłce nożnej liczą się gole. I tak też w 72. minucie najprzytomniej w zamieszaniu po rzucie z autu odnalazł się Semik, pokonując golkipera gospodarzy i zapewniając wyjazdowy zysk w maksymalnym wymiarze.