SportoweBeskidy.pl: W ostatnim czasie w Nierodzimiu sporo się dzieje – festyny, coraz prężniej działające grupy młodzieżowe, a teraz także powrót drużyny seniorów.
Adrian Sikora:
Festyny i praca z młodzieżą funkcjonują już od jakiegoś czasu. Brakowało jednak drużyny seniorów. Kilka lat temu była próba reaktywacji, ale wtedy się nie udało. Teraz działacze próbują ponownie. Uważam, że tym razem się uda i wierzę, że projekt potrwa dłużej, niż niektórzy sądzą.

 

SportoweBeskidy.pl: Jaki był Twój udział w tym przedsięwzięciu?
A.S.:
Szymon Górniok, były prezes klubu, a obecnie radny, z uwagi na pełnioną funkcję nie może teraz kierować klubem. Widzieliśmy, że zawodnicy wchodzący w wiek seniorski nie mieli gdzie grać. To był jego pomysł – przedstawił mi go, a ja się zgodziłem i namówiłem kilku chłopaków do gry. Myślę, że jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa – w KS-ie może pojawić się kilka ciekawych nazwisk.

 

SportoweBeskidy.pl: Co sprawiło, że ponownie uwierzyłeś w powodzenie projektu? Przypomnijmy – w sezonie 2021/2022 KS Nierodzim, będąc w czołówce skoczowskiej A-klasy, nie przystąpił do rundy wiosennej.
A.S.:
Do dziś nie wiem dokładnie, co się wtedy wydarzyło. Zostało nas dziewięciu, w tym trzech bramkarzy, więc podjęliśmy decyzję, że nie przystępujemy do dalszych rozgrywek. Teraz mamy kilku ciekawych, młodych zawodników, są też starsi, którzy wciąż chcą grać. Pojawił się pozytywny impuls – jest chęć trenowania i grania.

 

SportoweBeskidy.pl: Czyli historia sprzed kilku lat nie powinna się powtórzyć?
A.S.:
W życiu różnie bywa – zdarzają się niemiłe niespodzianki – ale wierzę, że tym razem się uda.

 

SportoweBeskidy.pl: Sezon zaczęliście udanie – od wygranej z rezerwami Wisły Strumień, a Ty cieszyłeś się z bramki. Głód piłki wciąż jest?
A.S.:
Jest, i czasem się zastanawiam, kiedy to minie (śmiech). Wiadomo – siły i szybkości już nie te, ale chęć zwyciężania pozostała. Nieważne, czy to mecz oldbojów, sparing czy liga – zawsze chce się wygrać. W pierwszej połowie meczu z Wisłą zagraliśmy naprawdę dobrze, choć zmarnowaliśmy kilka sytuacji. Ja sam trafiłem w słupek i poprzeczkę. Druga połowa… do zapomnienia (śmiech). Po kilku treningach i przy tym, że niektórzy nie grali od roku, siły nam jeszcze brakuje, a wtedy jakość gry spada. Najważniejsze jednak, że udało się zwyciężyć.

 

SportoweBeskidy.pl: Gra w ataku z bratem, Mieczysławem, to dla Ciebie dodatkowa motywacja?
A.S.:
W tym meczu zagraliśmy razem z konieczności – nie było Roberta Madzi, Michał Konderla leczy kontuzję. Zawsze jednak lubię występować z bratem czy kolegami z podwórka – to daje dodatkową radość.

 

SportoweBeskidy.pl: Jak odnajdujesz się w roli trenera seniorów KS-u, mając w drużynie brata i kolegów, z którymi dzieliłeś szatnię jako zawodnik?
A.S.:
To dla mnie coś nowego. Pierwszy raz samodzielnie prowadzę drużynę – wcześniej miałem tylko epizod z jednym meczem Kuźni. Na co dzień pracuję z juniorami Kuźni, a B-klasa to trochę inna bajka – traktuję to jako zabawę i przyjemność.

 

SportoweBeskidy.pl: Czy szybki awans do A-klasy jest celem na ten sezon?
A.S.:
Powiedziałem chłopakom w szatni, że jeśli podejmuje się czegoś, to chcę walczyć o najwyższe cele. Takie też jest nasze nastawienie.

 

SportoweBeskidy.pl: Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedziałeś zdanie, które szerokim echem odbiło się w środowisku. “Śmiem twierdzić, że za parę lat może nie być a-klasy, patrząc przez pryzmat dzisiejszej młodzieży, która nie garnie się do grania, a tym bardziej dla "fanu", gdzie nie zarabia się pieniędzy” - podtrzymujesz swoje stanowisko? 

A.S.: Tak. Nie chciałbym, żeby tak się stało, ale nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby odwrócić ten trend. Z perspektywy mojej pracy z juniorami widzę, że w wielu młodych zawodnikach entuzjazm szybko gaśnie. W niższych ligach przeważają starsi piłkarze – oni kiedyś skończą, a następców może zabraknąć. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich, ale widać, że często trzeba kogoś wręcz prosić do gry. Jeśli dla kogoś problemem jest to, że mecz odbywa się w niedzielę, a nie w sobotę, to trudno tu mówić o prawdziwej pasji. Jeśli są chęci i zapał, to termin spotkania nie ma znaczenia. Obawiam się, że za kilka lat w amatorskich niższych ligach może być bardzo trudno.