Piłka nożna jest dziś całkiem inna niż kiedyś. Nie lepsza, nie gorsza - inna, po prostu. Dyskusje o tym, kto ma rację, kiedy było lepiej, często okazują się jałowe i sprowadzają się do melancholijnych powrotów do przeszłości. Te, w końcowym rozrachunku, powodują jedną, niepokojącą rzecz. 

 

Coraz mniejszą radość z futbolu. 

 

Przykład idzie z góry, i sam się na tym łapię. Mamy za dużo piłki nożnej. Dawniej potrafiłbym powiedzieć kolejno wszystkie mecze ukochanego Realu Madryt. W lidze, w pucharach - wraz z wynikami i strzelcami. To było w erze przed Twitterem, Wikipedią, Flashscore i podcastami - liczył się tylko mecz, na który czekało się z wypiekami na twarzy. Obecnie ciągła fala futbolowej „treści”, a także nieustanny natłok meczów - od poniedziałku do niedzieli- i przerw na reprezentacje sprawiają, że wszystko staje się rozmyte. 

 

Głównym efektem tego stanu rzeczy jest zmęczenie materiału. Nie czekamy już tydzień na mecz. Jutro jest następny. Światowy futbol oszalał. FIFA i UEFA pompują kalendarz do granic wytrzymałości, serwując nam Ligę Mistrzów i nowe formaty. Według badań Association of European Professional Football Leagues, młodzi ludzie z pokolenia "Z" coraz rzadziej oglądają mecze w całości. Skoro więc na samej górze futbol staje się nudnym, powtarzalnym produktem, to coraz ciężej będzie czuć aurę wyjątkowości u nas. Na dole. 

 

Na wiosnę nie zobaczymy Znicza Kłobuck i - najprawdopodobniej - Orła Łękawica i rezerw GLKS-u Nacomi Wilkowice. To moment, w którym powinna zapalić się czerwona "lampka" i pojawić się refleksja, gdzie zmierza piłka na lokalnym szczeblu. Już w 2022 roku Adrian Sikora mówił na naszych łamach, że za kilka lat może nie być A-klasy, patrząc na dzisiejszą młodzież, która coraz rzadziej garnie się do grania, zwłaszcza gdy nie wiąże się to z pieniędzmi.

 

No właśnie. Pieniądze. To trudny temat, ale też bardzo wygodny. Najłatwiej jest zwalić wszystko na nie. Bo kluby przepłacają zawodników - pewnie tak. Bo kluby często nie mierzą sił na zamiary - w tym również jest sporo racji. Zawodnicy dziś często traktują piłkę nożną jako formę dodatkowego zarobku. Niejednokrotnie pierwszym pytaniem przy negocjacjach jest "za ile". Dla wielu graczy piłka staje się kolejną pracą, a przestaje być zabawą. 

 

I to jest prawdziwy sygnał ostrzegawczy. 

 

Prawdopodobnie będzie coraz mniej ludzi do grania w piłkę nożną, co wynika z samej demografii, jak i faktu, że coraz więcej osób rezygnuje z piłki w wieku juniorskim z powodu innych uciech obecnego świata. Prawdziwy paradoks polega też na tym, że mimo wszystko sporo dzieci trenuje dziś w szkółkach, a mimo to wciąż mówimy, że nie ma i nie będzie komu grać w seniorach. Dlaczego? Wszyscy są dziś ukierunkowani na bycie „topem”. A kiedy się nie uda, a nie uda się 99% tych dzieci, to one po prostu przestają chcieć z tego czerpać radość. Jeśli nie ma perspektywy na miliony i wielkie stadiony, to lokalna murawa i piłka nożna przestaje ich interesować.

 

W parze z tym, będzie coraz mniej drużyn, co będzie kolejnym wyzwaniem. Futbol nie umrze jednak dlatego, że FIFA wymyśli kolejny format czy od pieniędzy samych w sobie. Umrze wtedy, gdy przestanie dawać radość i stanie się czystą kalkulacją.