Felieton: “PSG Międzyrzecze”, “Al-Nassr Rybarzowice”... czyli o pieniądzach w lokalnym futbolu
Kasa szczęścia nie daje… ale bez niej nie da się robić piłki nożnej. Nawet jeśli chcesz grać w B-klasie, musisz mieć na wszelkie niezbędne opłaty. A tych nie brakuje. Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają – podobno. To znaczy, to działa zawsze tylko w jedną stronę. Pożalić się, że ich nie ma jest zawsze w porządku. Gorzej powiedzieć o ich posiadaniu i je po prostu mieć. Tego właśnie doświadcza Iskra Rybarzowice, często porównywana do KS-u Międzyrzecze. Ale czy słusznie?
“Masz albo myślisz o nich” – rapował 25 lat temu zespół Kaliber 44. Ten cytat idealnie pasuje do naszego środowiska piłkarskiego. Odnosi się oczywiście do pieniędzy. Większość działaczy chciałoby prowadzić klub na zasadzie: gramy swoimi chłopakami, ogrywamy młodych, nie płacimy zawodnikom. Ewentualnie – jak zwykł mawiać Krzysztof Adamiec, były prezes MRKS-u – dajemy jedynie zwrot za paliwo. To oczywiście szlachetna idea, godna przyklaśnięcia. Mniej więcej w tym kierunku poszli swego czasu w Czańcu oraz w Wilkowicach. Teraz LKS i GLKS może pochwalić się, że gra wychowankami. Że ma swoich zawodników. I brawo! Jest to ciekawa droga. Bardzo czasochłonna, ale bezpieczna i dająca sporo satysfakcji.
Są też jednak inne wizje budowania klubu…
Czy można mieć żal, że ktoś nagle pojawia się z pieniędzmi i chce robić piłkę “na grubo”? Chyba nie, bo im więcej takich ludzi, tym lepiej dla piłki nożnej. Owszem, to zabija wszelkie szlachetne zasady, o których wspomniałem wcześniej. Psuje rynek. Pewnie też w jakiś sposób odbiera piłce nożnej uroku. Ale – kurczę – nie bądźmy hipokrytami. Każdy chciałby mieć jak najwięcej pieniędzy na robienie czegoś, co kochamy.
Iskra Rybarzowice – jeszcze parę lat temu klub kojarzony z najniższą klasą rozgrywkową, specyficznym, wąskim boiskiem. Traktowanym nieco z przymrużeniem oka. Fajnym klimatem, ale dla – może – kilkudziesięciu miejscowych. Dziś Iskra jest na językach wszystkich. Po awansie do A-klasy idzie jak burza, notując komplet zwycięstw po 3. kolejkach. Dokładnie tydzień temu drużyna z Rybarzowic wyeliminowała z pucharu BKS Stal, a obiekt w Rybarzowicach wypełniony był po brzegi. Nie było, gdzie nogi wsadzić, a piłkarze dali swoim kibicom sporą dawkę radości.
Jeśli masz pieniądze możesz lecieć na wakacje na Dominikanę. Jeśli nie, pozostaje Węgorzewo. Niby też fajnie, ale jednak Dominikana to nie jest. I tak samo jest w piłce nożnej. Iskra nie miałaby wspomnianych przeżyć, gdyby w pewnym momencie nie pojawił się bogaty sponsor, a wraz z nimi zawodnicy o uznanej marce i szacunku w środowisku. Dzięki temu Iskra może napisać ciekawą historię w świecie lokalnej piłki, być może tego nie udałoby się zrealizować “grając swoimi”. Pozostaje trzymać kciuki.
Ale już pojawiają się zatroskane głosy. “Ciekawe kiedy mu się znudzi” ; “Skończą jak KS Międzyrzecze”. Istotnie, często Iskra jest porównywana do KS-u. Niby jest to podobny przypadek, ale… nie do końca. Damian Świerczek, prezes klubu z Rybarzowic, wywodzi się z tamtejszej lokalności, tam prowadzi swój biznes. I nie dlatego, że akurat tam były – na pozór – sprzyjające warunki. W KS-ie wyglądało to jednak trochę inaczej. Ale historia oceni te słowa, niemniej ja życzę Iskrze i prezesowi jak najlepiej.
Mamy całą listę klubów, które miały chwilowy zastrzyk gotówki, a później krach. Koszarawa Żywiec, Zapora Porąbka, Skałka Żabnica, ostatnio KS Międzyrzecze. Ale są też pozytywne wyjątki. Spójrzmy na Spójnię Landek. Od 10 lat klub ten występuje w IV lidze. Landek, czyli miejscowość licząca 617 osób, w ostatnich latach mógł gościć takie marki jak Ruch Radzionków, Odra Wodzisław czy ROW Rybnik. Kibice Spójni mogą oglądać w swojej drużynie byłego reprezentanta Gruzji, Giorgiego Merebaszwiliego.
Bez pieniędzy majętnych i zapalonych prezesów, tego nie byłoby. Ale też… bez ich pasji i poczucia chęci zrobienia czegoś dla lokalnej społeczności.
I właśnie to jest kluczowe. Pieniądze i pasja do futbolu to połączenie, które może być wspaniałe dla lokalnej piłki. Tu idealnym przykładem jest Rekord Bielsko-Biała, który bez prywatnych środków Pana Janusza Szymury także nie grałby w II lidze. Kiedy więc ktoś pojawia się z pieniędzmi w naszym środowisku, pozostaje życzyć zapału i pasji, a nie mówić o innych, co przegrali na polu bitwy i wieszczyć tego samego.
Bo być może jest właśnie tak, że wykrzesać w sobie pasję do futbolu, a potem utrzymać ją przy wszystkich niepowodzeniach i porażkach, jest trudniejsze niż zarabianie ogromnych sum pieniędzy.