Jeszcze na dobre kibice na Stadionie Miejskim nie zdołali się rozsiąść, a już działy się rzeczy fatalne z perspektywy Podbeskidzia. Po raptem 26. sekundach „oko w oko” z Konradem Forencem stanął Simon Schierack i choć golkiper Podbeskidzia nie dał się przechytrzyć, to korner przyniósł gościom bramkową zdobycz. Ustawiony między słupkami Lucjan Klisiewicz robił co mógł, aby piłka w siatce nie zatrzepotała, ale na raty gola dla „dwójki” Śląska zdobył Michał Milewski. Jakby tego było mało, w 6. minucie po starciu głową z Pawłem Kosmalskim na murawę padł Marcin Biernat i mimo interwencji medycznej nie był zdolny do kontynuowania gry.

Przebudzenie „Górali” nastąpiło w 19. minucie, kiedy faulem zastopowany został Maksymilian Sitek. Po kombinacyjnie rozegranym rzucie wolnym przez Wojciecha Słomkę uderzenie Mateusza Kizymy zmierzające do celu zostało ofiarnie zablokowane. Za moment groźną próbę podjął Oskar Tomczyk w następstwie świetnej szarży Krzysztofa Kolanki. W 28. minucie czujność Forenca sprawdził Wiktor Niewiarowski, na szczęśliwe kąśliwe uderzenie z ostrego kąta zdołał sparować na korner. Ten fragment obfitował w ofensywne dążenia obu ekip. Co jakiś czas kotłowało się w polu karnym jednych i drugich, a piłkę w siatce można było widzieć już choćby przy główce Tomczyka z bliskiej odległości w minucie 43. O farcie Bielszczanie mogli mówić w doliczonej 120. sekundzie, gdy strzał Adama Ciućki odbił się od słupka. Ale i po przeciwnej stronie „Górale” doczekali się wybornej, najlepszej dotąd szansy. Kolejno Klisiewicz, Tomczyk i Jan Majsterek usiłowali wyrównać, a futbolówka jakimś cudem nie minęła linii bramkowej.

Zmotywowani piłkarze Podbeskidzia w 49. minucie dopięli swego. Asystę zaliczył Klisiewicz, a precyzyjnie przy słupku od strony wewnętrznej przymierzył z „16” Marcin Urynowicz. W kolejnym kwadransie dobrze dysponowani gospodarze okazje, by wyjść na prowadzenie mieli. Po godzinie chybił nieznacznie Klisiewicz, a w 63. minucie Hubert Śliczniak wyłapał strzał Słomki. Wrocławianie też pozostawali groźni, by wspomnieć o paradzie golkipera Podbeskidzia względem uderzenia Łukasza Gerstensteina. Stopniowo na murawie uwidaczniała się jednak przewaga bielskiej drużyny, często szukającej elementu zaskoczenia prawym skrzydłem. Po wejściu na boisko aktywny był Bartosz Martosz, Śliczniaka ponownie „zatrudnił” także Słomka. W 74. minucie w sobie wiadomy sposób Hubert Muszyński zablokował strzał Klisiewicz, który niechybnie zmierzał do siatki. Nic i nikt nie stanęło już na przeszkodzie w 76. minucie, kiedy nie do obrony huknął Urynowicz i przesądził o wyszarpanej wygranej Podbeskidzia.

Finał - w sobotę najbliższą o godzinie 13:45, a starcie Olimpii Grudziądz z Sandecją Nowy Sącz wyłoni przeciwnika i zarazem miejsce rozegrania potyczki.