O tym, że Podbeskidzie wyjechało ze Szczecina w iście szampańskich nastrojach, przesądziła pierwsza połowa, w której Bielszczanie znów zaprezentowali się lepiej. Na gola otwierającego wynik kibice czekali raptem do 7. minuty. Lucjan Klisiewicz wybiegł wówczas przed bramkarza gospodarzy Oskara Klona, którego skutecznie przelobował. Niebawem goście podjęli kilka innych prób - konkretnie Oskar Tomczyk i Klisiewicz - przy których golkiper Świtu musiał interweniować. Skapitulował za to w 26. minucie po doskonałym, mierzonym w samo okienko uderzeniu Marcina Urynowicza. Podbeskidzie przebieg rywalizacji w pełni kontrolowało, a żadną przeszkodą nie okazał się uraz Krzysztofa Kolanki, który w 21. minucie musiał opuścić boisko.

Wzorem kilku wcześniejszych spotkań, równie produktywni podopieczni Marcina Włodarskiego nie byli już po zmianie stron. Złożyć należy to na karb gry ostrożniejszej - przy korzystnym rezultacie - lecz także większego animuszu w poczynaniach szczecińskiej drużyny. Kwadrans inicjujący drugą część to groźne akcje Świtu, ale i dobra postawa między słupkami Szymona Brańczyka. Najtrudniejszy dla siebie dziś fragment "Górale" przetrwali bez jakichkolwiek strat, dzięki temu uniknęli nerwowej końcówki. Sięgnęli po punktowe maksimum, co istotnie przybliża Podbeskidzie do gry w barażach o I-ligową przepustkę.