SportoweBeskidy.pl: Wraca pan do beskidzkiego futbolu. Propozycja z Drzewiarza była aż tak dobra?
Jarosław Zadylak:
Była przede wszystkim konkretna. Już na wstępie pierwszej rozmowy z zarządem klubu padła deklaracja dokonania wzmocnień drużyny. Właściwie zaczęło się od tego, że zgodnie uznano potrzebę, aby do zespołu dołączyli zawodnicy gwarantujący zwiększenie piłkarskiej jakości. To o tyle ważne, że doskonale wiemy, w jakiej sytuacji Drzewiarz jest po rundzie jesiennej.

SportoweBeskidy.pl: Prezes powiedział nam niedawno, że drużyna ma walczyć nie tylko o utrzymanie, ale miejsce w górnej części IV-ligowej tabeli...
J.Z.:
Priorytet to utrzymanie. Drużyna ma potencjał na coś więcej i rzeczywiście liczymy, że awansujemy znacznie w górę tabeli. Ale musimy się skoncentrować w pierwszej kolejności na tym, aby zespół uniknął degradacji.

SportoweBeskidy.pl: To współpraca na najbliższą rundę wiosenną, czy bardziej długofalowy „mariaż”?
J.Z.:
Umówiliśmy się na razie na prowadzenie zespołu do końca obecnego sezonu. Mnie jako ambitnego trenera nie interesuje praca na niższym poziomie, nie dopuszczam też myśli, abyśmy nie zachowali miejsca Drzewiarza w IV lidze. Nad tym co dalej będziemy zastanawiali się w czerwcu, teraz koncentrujemy się na pracy i przygotowaniach do rundy wiosennej. Przyświecać im będzie jedno – Drzewiarz musi pozostać w tej lidze.

SportoweBeskidy.pl: Jesteście po inauguracyjnym treningu, pan miał możliwość spotkania się z zespołem. Co pan powiedział zawodnikom?
J.Z.:
To tajemnice szatni o czym rozmawialiśmy. Mogę powiedzieć tylko, że wszyscy jesteśmy świadomi, iż obecne miejsce nie jest tym adekwatnym do możliwości drużyny. Jasno zakomunikowałem piłkarzom, jakie są moje wymagania jako trenera i to, że bez ciężkiej pracy do niczego nie dojdziemy. Nawet w piłce amatorskiej nic za darmo nie przychodzi. Nie brakuje tu młodych zawodników, dla których Drzewiarz powinien być tylko przystankiem w piłkarskiej drodze. Od 15 stycznia ruszamy już pełną parą.

SportoweBeskidy.pl: Z Landeka odchodził pan celem dalszego rozwoju szkoleniowego, w Grodźcu jednak nie udało się osiągnąć sukcesu...
J.Z.:
W Landeku pracowało się super, bardzo miło wspominam ten okres. Dużo się jako trener nauczyłem. W Grodźcu było inaczej o tyle, że ogromne wymagania często nie przystawały do organizacji klubu. W regionie szeroko pojętego Podbeskidzia wygląda to naprawdę fajnie, dlatego cieszę się z tak szybkiego powrotu.