Tak szalonego widowiska nie zapowiadała pierwsza, wyrównana połowa, wszak w niej gol padł raptem po strzale głową Mateusza Hanzela, który dopełnił formalności po dokładnej wrzutce Piotra Ćwielonga. Przyjezdni wcale wyłącznie do defensywy się nie ograniczali. Aktywny w ich szeregach był Mateusz Stankiewicz, tym razem w roli grającego trenera. Na jego koncie mogło pojawić się nawet trafienie, ale gol z racji spalonego uznany nie został.

Mecz nabrał rumieńców po tym, jak kilkanaście sekund po wznowieniu walki Kacper Jakubiec przytomnie zamknął akcję Filipa Kupczaka. Kolejne „fanty” wisiały w powietrzu. Po podaniu od Szymona Płoskonki niewiele pomylił się M. Hanzel, po przeciwnej stronie boiska Jakub Jurowski zmarnował „setkę”... Jakikolwiek koncept ekipy z Leśnej posypał się niczym domek z kart w 60. minucie. Łukasz Hanzel minął stopera gości, by nie dać szans Pawłowi Górze. – Ogarnęła nas od tego momentu jakaś totalna niemoc. Ciężko wytłumaczyć to, co działo się dalej – mówi Piotr Raczek, prezes LKS-u Leśna.

Pogórzanie za to „dziurawili” raz za razem siatkę. W 65. minucie Marcin Bomski skorzystał z dośrodkowania Ł. Hanzela na głowę, w 70. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym przymierzył lewą nogą Maksymilian Kurpas, a w 80. minucie Mateusz Wieja nie zmarnował asysty Ćwielonga i w pojedynku „oko w oko” pokonał Górę. Na nic zdało się zmniejszenie strat przez Jakubca po półwoleju z dogrania Dominika Midora, bowiem ostatnie słowo należało do gospodarzy. Dobitka Kurpasa ustaliła rezultat na 6:2. Młody pomocnik mógł żałować, że kolejny jego celny strzał z 89. minuty, choć piłka zatrzepotała w „prostokącie”, nie doprowadził do wznowienia gry od środka.

– Mecze z drużynami z góry tabeli mamy za sobą, więc liczymy teraz na lepsze punktowanie. Chcemy iść do góry i z taką grą to możliwe. Mamy ważne zwycięstwo – komentuje Ł. Hanzel, szkoleniowiec zwycięzców z Pogórza.