Mają nad czym rozmyślać...
Wyraźne niezadowolenie panowało w szeregach Spójni Landek po meczu z V-ligową Concordią Knurów, który był dla Landeczan sprawdzianem generalnym przed startem rundy wiosennej.
- Jesteśmy zdenerwowani po tym meczu. Brakowało zaangażowania, komunikacji, każdy grał swój mecz. Bardzo dużo niedokładności. Nie wypada Spójni Landek grać tak, nawet w sparingu - mówi wprost trener Patryk Pindel.
Mimo że pod względem jakości piłkarskiej i kultury gry przewaga była po stronie Spójni, to Concordia postawiła twarde warunki. Gospodarze imponowali zaangażowaniem, nie odstawiali nogi i potrafili wykorzystać momenty dekoncentracji wyżej notowanego rywala. Wynik w 15. minucie otworzył Bartłomiej Ślosarczyk, który otrzymał prostopadłe podanie od Patryka Fabiana i pewnym strzałem po długim słupku dał prowadzenie drużynie z Landeka. Radość nie trwała jednak długo, bo już dwie minuty później Concordia wyrównała po rzucie rożnym i skutecznym uderzeniu głową. W 30. minucie bliski ponownego wyprowadzenia Spójni na prowadzenie był Giorgi Merebaszwili, lecz po jego strzale obrońca w ostatniej chwili wybił piłkę. Z czasem gra IV-ligowca stała się coraz bardziej nerwowa. Landeczanie bili głową w mur, a akcjom brakowało płynności i precyzji.
Po przerwie obraz gry długo nie ulegał zmianie. W 75. minucie znakomitej okazji nie wykorzystał Mateusz Kowalczyk, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. 3. minuty później skuteczniejszy okazał się testowany zawodnik Spójni, który wykorzystał dobitkę i dał swojej drużynie prowadzenie 2:1. Gdy wydawało się, że Spójnia dowiezie zwycięstwo do końca, w 88. minucie doszło do kuriozalnej sytuacji. Błąd defensywy, określany przez mianem „wielbłąda”, sprawił, że Concordia doprowadziła do remisu 2:2.