Mecz we mgle
Sparingowe granie w zimowych warunkach przyniosło ciekawy sprawdzian dla obu zespołów. V-ligowy Beskid Skoczów okazał się skuteczniejszy od LKS-u Bestwina.
Od pierwszych minut lepiej w spotkanie weszli Skoczowianie. Wysoki pressing Beskidu szybko przyniósł efekt, bo już na początku meczu padła bramka samobójcza po błędzie defensywy LKS-u. Chwilę później piłkarze Beskidu podwyższyli prowadzenie, a autorem gola był Kamil Kotrys, który popisał się ładnym uderzeniem w samo okienko.
Po przerwie Bestwinianie ruszyli do odrabiania strat. LKS miał swoje momenty. Najlepszą okazję na złapanie kontaktu miał Artur Sawicki, który mógł doprowadzić do stanu 2:1, lecz zabrakło skutecznego wykończenia. Niewykorzystane sytuacje zemściły się, gdy Beskid przeprowadził szybki atak, a Cezary Ferfecki wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem, podwyższając wynik na 3:0. Gospodarzy stać było jeszcze na honorowe trafienie w końcówce. W 89. minucie Kacper Gawor uderzył z dystansu, piłka po rykoszecie wpadła do bramki i ustaliła wynik spotkania.
- Mecz we mgle, warunki były ciężkie. Był to jednak wartościowy sprawdzian, kilku młodych zawodników dostało szansę i fajnie się pokazali, więc ogólnie sparing na plus - podsumował szkoleniowiec LKS-u, Marcin Stefanowicz. Z kolei trener Beskidu Skoczów Bartłomiej Konieczny z humorem odniósł się do boiskowej rzeczywistości. - Byłem na meczu, którego tak naprawdę nie widziałem - żartował, nawiązując do gęstej mgły, jaka spowiła boisko. - Najważniejsze jednak, że drużyna zrealizowała założenia i była skuteczna - dodał już na poważniej.