Taki stan rzeczy to następstwo wygranej Błyskawicy. Wygranej, którą trudno nie określić mianem w pełni zasłużonej. – Kolejny nasz naprawdę dobry mecz. Nie dość, że „na zero z tyłu” to jeszcze mogliśmy strzelić rywalowi znacznie więcej goli – mówi Krystian Papatanasiu, szkoleniowiec gospodarzy.

Ciosy Drogomyślanie zadali konkretne w 8. i 17. minucie. Wpierw Maciej Herman główkował celnie po wrzutce Bartłomieja Szołtysa z rzutu rożnego, następnie Oskar Benek ubiegł Dominika Syca i również głową w najlepszy możliwy sposób wykończył dośrodkowanie Patryka Szołtysa. Zwłaszcza po przerwie co rusz piłkarze Błyskawicy groźnie kontrowali, ale swoje szanse marnowali. Powodzenia nie przyniosły uderzenia Benka, Arkadiusza Krańczuka czy Konrada Witoszka, przy których interweniowali w porę defensorzy Stali Śrubiarnia bądź wspomnianym próbom brakowało dokładności.

Żywczanie w niczym nie przypominali dziś z kolei drużyny regularnie punktującej na V-ligowym froncie w bieżących rozgrywkach. – Patrząc pod względem wolicjonalnym i technicznym był to nasz najsłabszy występ w sezonie. Niewiele byliśmy w stanie zdziałać przy dobrze broniącej drużynie przeciwnej i nie wypracowaliśmy sobie dziś właściwie żadnej klarownej sytuacji – zaznacza grający trener gości Przemysław Pitry.