Nie tylko piłkarze w rolach głównych...
Dużych emocji doświadczyli uczestnicy i obserwatorzy spotkania w Milówce, gdzie w roli „bitego” faworyta Podhalanka podejmowała Orła Łękawica.
Goście zawitali do „jaskini lwa” poważnie osłabieni. W ich składzie zabrakło m.in. Roberta Mrózka, Marcina Pośpiecha, Karola Zawiły czy Adriana Lejawy. Nie ograniczyło to ich entuzjazmu, by pokusić się o niespodziankę. – Wiedziałem, że będziemy przetrzebieni kadrowo, ale mieliśmy rywala dobrze przeanalizowanego. Zastosowaliśmy ustawienie, które zdało egzamin. Podhalanka miała więcej z gry, a my wykonywaliśmy fajną pracę w defensywie i groźnie kontrowaliśmy przechodząc z obrony do ataku – opowiada Dawid Świniański, grający trener Orła.
Zanim spotkanie się rozpoczęło, po wyjściu piłkarzy obu drużyn z szatni okazało się, że meczowe trykoty znacząco się nie różnią. Gospodarze chcieli je zmienić, ale sędzia Mariusz Woleń obustronną sugestię zignorował. Efekt? Zawodnicy Podhalanki koszulki założyli inne, ale... po upływie 180. minut sekund rywalizacji, gdy arbiter to zarządził już w trakcie gry. Dalej było nie mniej interesująco. W 5. minucie po akcji indywidualnej Grzegorza Walaszka nogę do piłki dostawił Pedro Luccas, pokonując Andrzeja Nowakowskiego i dając Łękawiczanom zgoła sensacyjną zaliczkę. Niewiele zabrakło, a zostałaby ona podwyższona. Kolejna „solówka” Walaszka zakończyła się dopiero w polu karnym, a przyjezdni żywiołowo domagali się podyktowania rzutu karnego – nie ostatni raz w sobotnim meczu. Jeszcze w tej połowie odpowiedział Dominik Słowik i mieliśmy remis, do czego Podhalanka swoimi atakami mocno dążyła. Orzeł nie pozostał dłużny. Groźnie szarżował m.in. Hlib Chernysh, który w obrębie „16” został pociągnięty za koszulkę. Gwizdek rozjemcy wybrzmiał, by... upomnieć piłkarza gości żółtą kartką.
Na starcie drugiej połowy Krzysztof Biegun skapitulował ponownie po strzale Mikołaja Stasicy. Była wówczas 49. minuta spotkania. Do wyrównania zabrakło niewiele, gdy obok słupka mierzył Pedro Luccas. W 81. minucie triumf ekipy z Milówki stał się niemal przesądzony po bramce autorstwa Marka Tabacarza. Po niej nastąpiła kolejna kontrowersja w polu karnym z udziałem Świniańskiego i Marka Zuziaka. I tym razem na upadek piłkarza Orła sędzia pozostał niewzruszony. W tym fragmencie meczu była jeszcze próba Mateusza Śleziaka z rzutu wolnego i parada Nowakowskiego.
– Postawiliśmy się, grając z odpowiednią walecznością i dyscypliną. Wyjeżdżamy z podniesioną głową, ale też jest niedosyt, bo punkcik był tu w zasięgu. Dodatkowo znów przeciwko nam dziwne decyzje podejmował sędzia. Należały się nam rzuty karne w ważnych momentach gry, a kończymy mecz z 8. żółtymi kartkami na koncie... – zauważa szkoleniowiec Orła, w którego szeregach zadebiutował 15-letni Jakub Rodak.