- Mamy duży niedosyt, szczególnie gdy mieliśmy karny i przynajmniej trzy klarowne okazje. Mecz z gatunku „kto strzeli, ten wygra”. Ta sztuka udała się rywalowi, ale z przebiegu meczu byliśmy drużyną, która stworzyła więcej sytuacji i nie zasłużyliśmy na porażkę - ocenia Łukasz Biliński, trener Spójni. 

 

Pierwsza połowa mogła zakończyć się prowadzeniem gospodarzy. Najaktywniejszym zawodnikiem w ofensywie Spójni był Giorgi Merebaszwili, który trzykrotnie znalazł się w dogodnych sytuacjach. Za każdym razem brakowało jednak skutecznego wykończenia. Najlepszą okazję gospodarze mieli tuż przed przerwą. W 43. minucie po faulu na Merebaszwilim arbiter wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Daniel Paszek, ale jego intencje wyczuł bramkarz Przemszy i obronił rzut karny.

 

Po zmianie stron Spójnia nadal próbowała znaleźć drogę do bramki, ale w jej poczynaniach brakowało przede wszystkim decyzji w finalnej fazie akcji i ostatniego podania. Przemsza z kolei długo czekała na swoją szansę i doczekała się jej w 82. minucie. Piłka po drodze odbiła się od jednego z zawodników zmieniając kierunek, a następnie została posłana lobem nad bramkarzem. Zaskoczeni gospodarze nie zdołali już odpowiedzieć.