O włos od karnych
Beniaminek Ligi Okręgowej Bielsko-Tyskiej kontra IV-ligowy rutyniarz. Iskra Rybarzowice w półfinale Pucharu Polski na szczeblu Podokręgu Bielsko-Biała rywalizowała ze Spójnią Landek-Jasienica. W meczu "działo się" do samego końca!
- Mamy duży niedosyt, szczególnie po pierwszej połowie. Mieliśmy dwie, trzy klarowne sytuacje, między innymi Jakub Caputa, miał ją też Mateusz Kubica. Spójnia również się odgryzała, ale ta pierwsza połowa była wyrównana. Daliśmy się zaskoczyć przy bramce na 0:1, a później wydawało się, że jesteśmy blisko sprawienia niespodzianki. Gratulujemy jednak rywalowi, bo było widać bardzo dużo jakości - powiedział nam Daniel Kasprzycki, trener Iskry.
Spotkanie rozpoczęło się od sytuacji, w której to bardziej doświadczona Spójnia wykorzystała wolną przestrzeń. W 13. minucie Igor Rak otrzymał prostopadłe podanie i otworzył wynik meczu. Stracony gol nie zniechęcił gospodarzy, którzy szybko odpowiedzieli. W 20. minucie po akcji prawą stroną piłkę otrzymał Jakub Caputa i doprowadził do remisu. Do przerwy oba zespoły miały swoje momenty, a wynik 1:1 dobrze oddawał przebieg rywalizacji. Iskra skutecznie przeciwstawiała się IV-ligowcowi i mogła liczyć na swoje szanse.
Po zmianie stron Spójnia dokonała jakościowych zmian, a gospodarze ustawili się w średnim pressingu. Goście zaczęli kontrolować wydarzenia nieco wyżej, a w 75. minucie przyniosło to efekt. Po szybkiej kontrze Daniel Paszek skierował piłkę do siatki i Spójnia ponownie objęła prowadzenie. Iskra nie zamierzała jednak rezygnować. W 90. minucie świetne przejęcie w środku pola pozwoliło gospodarzom wyprowadzić kolejną akcję. Caputa wygrał pojedynek fizyczny i uderzeniem z około 8. metra po raz drugi w tym meczu doprowadził do remisu. Wydawało się, że spotkanie będzie potrzebowało dogrywki, ale Spójnia odpowiedziała jeszcze raz. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry do odbitej piłki dopadł Mateusz Blacha i uderzeniem z około 18 metrów zdobył zwycięską bramkę.