Kiedy w 20. minucie oskrzydlającą akcję dopełnieniem formalności z bliskiej odległości zwieńczył Łukasz Kot – pomocnik wracający do Chybia po minionych rozgrywkach spędzonych w Ligocie – wydawało się, że reprezentant „okręgówki” sparing z Sokołem Zabrzeg zdominuje. Nic jednak bardziej mylnego. Gospodarze do sytuacji i owszem dochodzili, nawet takich, które określić można bez cienia przesady mianem „setek”, ale razili nieskutecznością pod bramką a-klasowicza. Mateusz Żur, Daniel Zielonka i jeden z zawodników testowanych marnowali okazje najlepsze, mogące zmienić bieg wydarzeń podczas inauguracyjnego letniego starcia.

Inna sprawa to postawa Cukrownika „w tyłach”. – Powiedzieliśmy, że zagraliśmy w obronie słabo, to właściwie jakby nic nie powiedzieć. Brak było komunikacji i agresji, natomiast z doświadczenia wiem, że te pierwsze mecze sparingowe trochę tak mogą wyglądać. Będziemy musieli się skupić na treningach i szybko poprawić, znajdując też odpowiednie zestawienie personalne składu – mówi Szymon Miłek, szkoleniowiec Chybian.

A wynik? Druzgocąco z perspektywy ekipy z Chybia się „rozjechał”. Już na półmetku po trafieniach piłkarzy testowanych Sokół prowadził 3:1. Kolejne 3 gole dołożył po przerwie, a spośród zawodników potwierdzonych do gry w zabrzeskim zespole golkiperów miejscowych pokonywali Bartłomiej KobielaPiotr Żemła.