Paradoksalna końcówka
Kuźnia Ustroń na inaugurację IV ligi długo była w grze o korzystny rezultat, jednak końcówka spotkania okazała się wyjątkowo bolesna. Rezerwy Ruchu Chorzów zadały dwa "ciosy" w doliczonym czasie gry i wywiozły z Ustronia komplet punktów.
- Mamy niedosyt, bo liczyliśmy na więcej. Paradoksalnie, w samej końcówce mieliśmy najlepsze okazje. Dostaliśmy bramkę w najlepszym momencie meczu dla rywala, bo wcześniej Ruch II miał przewagę. Niedosyt jest ogromny, bo spodziewaliśmy się, że to my strzelimy w końcówce. Remis byłby jednak wynikiem sprawiedliwym z przebiegu meczu. Musimy wyciągnąć wnioski z tego meczu - mówi nam Michał Pszczółka, trener Kuźni.
Pierwsza połowa nie obfitowała w wiele klarownych sytuacji, ale to gospodarze zeszli na przerwę w lepszych nastrojach. W 38. minucie Bartłomiej Ślosarczyk został sfaulowany w polu karnym, a następnie sam podszedł do "11" i pewnym uderzeniem wyprowadził Kuźnię na prowadzenie.
Po zmianie stron inicjatywę przejęły rezerwy Ruchu. Napór gości przyniósł efekt w 65. minucie, gdy po precyzyjnym strzale przy dalszym słupku doprowadzili do wyrównania. Od tego momentu spotkanie zrobiło się otwarte, a oba zespoły szukały zwycięskiego trafienia. Najwięcej emocji kibice przeżyli jednak w końcówce. W 85. minucie znakomitą okazję miał Mykola Bui, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Chwilę później po rzucie rożnym groźnie uderzał Kamil Turoń, a swoją szansę miał również Gracjan Sajdak. Gospodarze byli o krok od zdobycia zwycięskiej bramki, lecz zabrakło skuteczności.
Niewykorzystane okazje szybko się zemściły. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Ruch II wyprowadził skuteczną kontrę i objął prowadzenie. Kuźnia ruszyła do ataku, odsłaniając się jeszcze bardziej, co goście wykorzystali w czwartej minucie doliczonego czasu.