Plan wykonany niemal bezbłędnie
W sposób wyrachowany i skuteczny coraz częściej na IV-ligowym froncie poczynają sobie piłkarze Orła Łękawica.
Dzisiejszym gościom z Turzy Śląskiej gospodarze nie pozostawili żadnych złudzeń, na przestrzeni całego meczu stwarzając sobie multum szans, a część z nich zamieniając na gole. – Śmiem twierdzić, że był to nasz najlepszy występ w lidze w tym sezonie. Kawał solidnego, bardzo dobrego meczu pod względem taktycznym i przebiegający pod pełną naszą kontrolą – ocenia trener Orła Krzysztof Wądrzyk.
Już na półmetku Orzeł mógł mieć przewagę znaczącą nad przeciwnikiem, ale jedynie w 22. minucie piłka zatrzepotała w siatce. Po rzucie wolnym Łukasza Radomskiego przytomnie na 11. metrze odnalazł się Mateusz Widuch, który w zamieszaniu uderzył z powietrza nie do obrony dla bramkarza. Przywołany Dominik Brzozowski robił co mógł, by swój zespół zachować „przy życiu”. Wygrał m.in. pojedynek „oko w oko” z Damianem Chmielem czy obronił główkę Michała Bojdysa po kornerze gospodarzy.
Również po pauzie scenariusz rywalizacji był pomyślny dla beniaminka, choć nie obyło się bez drobnych perturbacji. Mowa o 50. minucie i rzucie karnym Seweryna Caputy, którego intencję wyczuł Brzozowski. Wyborna okazja nie wytrąciła zawodników z Łękawicy z właściwego dla siebie rytmu. W 58. minucie akcję Chmiela i Marcina Wróbla finalizacją do pustej bramki zakończył Adrian Rakowski, a i to nie zaspokoiło ofensywnie usposobionych łękawiczan. Ponowną konfrontację Chmiela z golkiperem wygrała „jedynka” Unii, identyczny był efekt strzału Wróbla, zaś dobitka Caputy z najbliższej odległości minęła cel. Wreszcie w 85. minucie wygraną przypieczętował Wróbel, który zza „16” uderzył nad murem z rzutu wolnego, podyktowanego za przewinienie przyjezdnych wobec Roberta Mrózka. Na finiszu chybił w doskonałej sytuacji Filip Moiczek, obsłużony przez Kacpra Barona, co jednak nie zmąciło iście szampańskich nastrojów w szeregach Orła.