I właśnie zmarnowanej szansy najbardziej w żywieckich szeregach po meczu żałowano. – Kończymy spotkanie z wielkim niedosytem, bo szansa na pierwsze punkty w tym sezonie była bardzo duża. Mogliśmy ten mecz „zamknąć” strzelając gola na 3:1, a tak straciliśmy gola wyrównującego z rzutu karnego, którego nie mogę przeboleć – mówi Bartosz Woźniak, szkoleniowiec Górala.

Jak dodaje, wciąż zerowy dorobek punktowy IV-ligowego beniaminka powoduje, że w Żywcu nastroje nie są szczególnie optymistyczne. – Jest ciężka, sytuacja kształtuje się nieciekawie. Zostawiamy dużo zdrowia na boisku i trudno mieć pretensje do zawodników. Ale ciągle czegoś brakuje – to jakości, to finalizacji, to znów szczęścia – zauważa trener żywczan.
 



Wobec wygranej numer 2. z rzędu zadowolenie zapanowało dla odmiany w Bestwinie. – To zwycięstwo w mojej opinii zasłużone z przebiegu całości meczu. Mieliśmy pomysł na grę, więcej akcji rozgrywaliśmy z zamysłem skrzydłami i kilka z nich było naprawdę dobrych. Gole traciliśmy natomiast po naszych kardynalnych błędach. Czulibyśmy ogromny niedosyt wyjeżdżając stąd z innym wynikiem – podkreśla trener LKS-u Sławomir Szymala.

Niedawny mistrz „okręgówki” bielsko-tyskiej pnie się zatem stopniowo w górę tabeli. W sobotę nie przeszkodziły w tym absencje m.in. środkowego obrońcy Michała Gacka oraz podstawowego „żądła” Artura Sawickiego. – Zapełniliśmy dobrze te „luki” i mimo problemów kadrowych, przy sporej chęci odniesienia zwycięstwa, zrealizowaliśmy nasz cel – dopowiada Szymala.