Strzelali aż miło gospodarze potyczki z Rozwojem Katowice. Tyczy się to premierowej części meczu, w której Bielszczanie zapewnili sobie nad wyraz komfortową sytuację. Kanonada ruszyła w 10. minucie, kiedy z wyłożonej przez Damiana Chmiela piłki na 14. metr skorzystał celnym uderzeniem Klaudiusz Jurek. W 17. minucie zawodnicy bielskiej „dwójki” zmyślnie rozegrali rzut wolny, a asystę Chmiela sfinalizował z kilku metrów Bartosz Ogórek. Pozbawieni złudzeń goście zostali w 20. minucie. Zza „16” na strzał zdecydował się Chmiel, pokonując Bartosza Golika. „Górale” ani myśleli na tym poprzestawać. W 40. minucie ponownie fetowali zdobycz. Z wycofanego podania od Krzysztofa Wiesnera do celu trafił tym razem Filip Małkowski, podwyższając wynik na 4:0. Był to najmniejszy wymiar kary dla Rozwoju. Dość wspomnieć tylko o słupku Wiesnera, „pudle” Ogórka z najbliższej odległości, wybitym z linii bramkowej uderzeniu Kornela Osyry czy rzucie karnym z 43. minuty, gdy bramkarz ekipy z Katowic wyczuł intencje Wiesnera.

– Bardzo dobrze w mecz weszliśmy. Widać było po zespole chęć szybkiego otwarcia wyniku. Nie ukrywam, że przyjemnie się to oglądało. Mieliśmy dużą przewagę, co później odbiło się na naszej grze w drugiej części. Mecz stał się szarpany, przeciwnik ambitnie walczył i tu już do optymalnego występu sporo brakowało – mówi Tomasz Górkiewicz, szkoleniowiec Podbeskidzia II.

Zyski bramkowe po pauzie były dla obu drużyn zgodne. W 52. minucie obrońcę Rozwoju minął Grzegorz Janusz, po czym skierował futbolówkę między słupki. Katowiczanie ucieszyli się w 58. minucie, kiedy defensywa gospodarzy nie przypilnowała Mateusza Jastrzembskiego. Przy innych próbach zawodników Rozwoju, wyraźnie odzyskujących rezon po nokaucie, na posterunku czuwał Tomasz Lach.