Skoczowianie od początku starali się narzucić swoje warunki gry i szybko przejęli inicjatywę. Efektem tej przewagi było otwarcie wyniku przez Pawła Pustówkę, który skutecznie wykończył jedną z pierwszych składnych akcji Beskidu. Chwilę później było już 2:0, gdy po bardzo ładnej, zespołowej wymianie podań Pustówka obsłużył Kacpra Zątka, a ten podwyższył prowadzenie. Wydawało się, że Beskid ma mecz pod pełną kontrolą, jednak Strażak wykorzystał moment nieuwagi i po sytuacji sam na sam zdobył bramkę kontaktową jeszcze przed przerwą.

 

Po zmianie stron Beskid nadal potrafił tworzyć groźne sytuacje pod bramką rywala. Na 3:1 podwyższył Michał Szczyrba, który pokazał dużą determinację, przepchnął obrońcę i uderzył precyzyjnie po długim słupku. Kolejny gol był ozdobą spotkania, bo Cezary Ferfecki zdecydował się na strzał z dystansu, nie dając bramkarzowi Strażaka żadnych szans. Wynik meczu ustalił ponownie Szczyrba, kompletując dublet. 

 

Najważniejszym wydarzeniem całego spotkania był jednak powrót na boisko Krzysztofa Surawskiego. Pomocnik Beskidu po raz pierwszy od maja 2025 roku wystąpił w meczu, wracając do gry po aż 255 dniach przerwy spowodowanej kontuzją. Po meczu trener Beskidu Skoczów, Bartłomiej Konieczny, podkreślał, że wynik schodzi na dalszy plan.

 

- Na formę jeszcze będzie czas. Cały czas szukamy pewnych rozwiązań i to był dla nas bardzo wartościowy sprawdzian. W pierwszej połowie sprawdzaliśmy bodajże dziewięciu juniorów, stworzyliśmy sporo sytuacji. W drugiej połowie intensywność nieco spadła, co przy takiej liczbie zmian było do przewidzenia. Najbardziej cieszy mnie powrót Krzysztofa Surawskiego po kontuzji. Jeśli nabierze pewności siebie, będzie dla zespołu dużą wartością dodaną - ocenił szkoleniowiec Beskidu.