Prezes BKS: Zarząd jest na chwilę, a klub zostaje
BKS STAL jest dziś w miejscu, w którym trzeba jednocześnie spłacać przeszłość i budować przyszłość. Tomasz Jabłoński, który w styczniu objął funkcję prezesa klubu, w rozmowie ze SportoweBeskidy.pl opowiada o pierwszych miesiącach swojej pracy, trudnej sytuacji finansowej, nowych partnerach, inwestycjach w infrastrukturę i szkolenie młodzieży.
SportoweBeskidy.pl: Minęło nieco ponad pół roku, odkąd w styczniu objął Pan stery w BKS-ie. Kiedy opadł już pierwszy kurz i emocje po wyborach - co z ambitnych planów udało się realnie wdrożyć, a gdzie zderzył się Pan z twardą, klubową rzeczywistością?
Tomasz Jabłoński: Przede wszystkim nauczyłem się, że sport jest bardzo specyficzną działalnością. Wcześniej zarządzałem przedsiębiorstwami i projektami biznesowymi, ale nie klubem sportowym. W BKS STAL mamy wiele sekcji sportowych, aktywa trwałe i działalność gospodarczą, a do tego emocje, historię, kibiców, rodziców, dzieci, regulaminy związkowe i środki publiczne. Tego nie da się prowadzić wyłącznie Excelem. Z drugiej strony pewne zasady są dokładnie takie same jak w biznesie: trzeba wiedzieć, dokąd się idzie, otaczać się właściwymi ludźmi, przypisywać odpowiedzialność i nie wydawać pieniędzy, których się nie ma.
Od początku wyznaczyłem dla BKS STAL trzy nadrzędne cele. Pierwszy to uporządkowanie i spłata zobowiązań. Drugi to inwestycje w infrastrukturę sportową, bo bez własnej bazy trudno myśleć o trwałym rozwoju. Trzeci jest najbardziej długoterminowy: zbudować takie fundamenty organizacyjne, finansowe i szkoleniowe, żeby BKS był bezpieczny przez kolejne sto lat. Klub istnieje od 1922 roku. Moją misją jest zostawić go następcom w lepszym stanie, niż go zastałem. Zrozumiałem też, że wielosekcyjnym BKS-em nie da się sterować jednoosobowo. Chcę mieć przy poszczególnych sekcjach ludzi lepszych ode mnie w swojej dziedzinie i dawać im przestrzeń do działania.
W siatkówce największą ambicją jest szkolenie. BKS ma ogromną tradycję kobiecej siatkówki i chcemy przekuć ją w jeden z najlepszych w Polsce systemów rozwoju młodych zawodniczek - poprzez jakość trenerów, klasy sportowe i nowe technologie. Już funkcjonują klasy sportowe w VI Liceum Ogólnokształcącym, a razem z BBTS rozwijany jest projekt klas siatkarskich w Szkole Podstawowej nr 1. BKS STAL to numer 1 w Bielsku-Białej w szkoleniu dziewcząt w siatkówce, a chcę, żeby miał taką pozycję w całym kraju.
W piłce nożnej nie chcemy budować przyszłości przez sprowadzanie gotowych zawodników. Chcemy stworzyć drogę: dziecko w Akademii BKS - młody zawodnik - pierwsza drużyna. Zespół seniorski został mocno odmłodzony, a jednym z zadań Wojciecha Fludera, którego uważam za wirtuoza w swoim fachu, jest rozwój tego modelu. W Akademii chcemy dążyć do certyfikacji PZPN - to cel na najbliższy rok. O szczegółach sportowych najlepiej rozmawiać z osobami odpowiedzialnymi za konkretne sekcje - Dariuszem Łosiem czy Wojciechem Fluderem w piłce seniorów, Mariuszem Gajdą w siatkówce, Pawłem Mazurem w tenisie stołowym czy Klemensem Hajnrichem w akademii. Zależy mi, żeby ci ludzie byli widoczni, bo sukces organizacji nigdy nie jest sukcesem jednej osoby.
A największe zderzenie z rzeczywistością? Regulacje związkowe, zasady rozgrywkowe, zróżnicowane finansowanie klubów w Polsce oraz sposób rozpatrywania wniosków o dofinansowanie ze środków publicznych.
SportoweBeskidy.pl: Pierwsze 7-8 miesięcy to w biznesie zazwyczaj czas audytu i wprowadzania pierwszych porządków. Co udało się zreformować, czego kibic nie widzi na co dzień z trybun?
T.J.: Najważniejsze rzeczy są paradoksalnie najmniej widowiskowe. Kibic ich nie zobaczy na zdjęciu po wygranym meczu, ale bez nich za kilka lat mogłoby nie być czego fotografować. Istotna była zmiana sposobu myślenia o finansach klubu. Z publicznie dostępnych sprawozdań było widać narastające zadłużenie, prowadzące finalnie do jednego scenariusza. Dla mnie oznaczało to jedno: zanim zaczniemy mówić o wielkich inwestycjach, musimy zbudować podstawy ekonomiczne.
Zaczęliśmy od rzeczy mało widowiskowych, ale fundamentalnych: analizy kosztów stałych i zmiennych, uporządkowania przepływu informacji, wprowadzenia świadomego controllingu finansowego oraz odpowiedzialności budżetowej w poszczególnych sekcjach. Każda złotówka wydawana przez klub musi być uzasadniona wartością, jaką otrzymujemy. Wypowiedzieliśmy lub renegocjowaliśmy część umów, które nie odpowiadały obecnym potrzebom klubu.
Druga część zmian dotyczy przychodów. Wykorzystujemy wszystkie możliwości, jakie daje status klubu sportowego i organizacji pożytku publicznego: 1,5% podatku, darowizny, zadania publiczne, projekty dla dzieci i młodzieży, składki, sponsoring i działalność gospodarczą. Wprowadziliśmy poziomy składek odpowiadające realnym kosztom szkolenia, ale każda podwyżka musi mieć granicę, żeby sport w BKS nie stał się przywilejem wyłącznie dla zamożnych rodzin. Mocno pracujemy też nad wykorzystaniem naszego majątku. Zmieniamy filozofię sponsoringu. Nie chcę sprzedawać przedsiębiorcy kawałka baneru i tłumaczyć, że powinien być szczęśliwy, bo jego logo wisi na hali. Sponsoring to usługa ekwiwalentna - sponsor daje świadczenie pieniężne, a klub świadczy usługę o równowartości. Dlatego utworzyliśmy kameralny klub biznesowy przy BKS STAL, zaczynając od networkingu dla firm z branży obronnej, dual-use, a teraz poszerzamy to o cały przemysł. Ostatnio dołączyło do nas trochę nowych firm, co mnie bardzo cieszy.
Poszerzyliśmy też sprzedaż podczas wydarzeń i meczów oraz ofertę handlową. Wkrótce wystartuje oficjalny sklep internetowy z odzieżą i gadżetami klubowymi.
SportoweBeskidy.pl: Pół roku to wystarczająco dużo czasu, by ocenić finanse. Czy BKS na półmetku 2026 roku jest organizacją stabilniejszą i bezpieczniejszą finansowo niż w styczniu?
T.J.: Zdecydowanie stabilniejszą, choć nie powiedziałbym jeszcze, że bezpieczną. Pierwszy kwartał zakończył się stratą, musieliśmy też ponieść koszty związane z zamknięciem kilku spraw. Od kwietnia BKS STAL generuje stały dodatni wynik. Z większością wierzycieli udało się zawrzeć porozumienia dotyczące spłat. Nie będę udawał, że problemy zniknęły, oddłużanie BKS potrwa. Różnica jest taka, że w styczniu zastanawialiśmy się, jak przetrwać najbliższe tygodnie, a dziś możemy coraz częściej myśleć o tym, jak inwestować, by za trzy czy pięć lat klub był znacznie silniejszy.
Ogromną rolę odegrali sponsorzy, darczyńcy, członkowie Klubu 100, rodzice, kibice i przedsiębiorcy, którzy nam zaufali - to dla mnie coś więcej niż wsparcie finansowe, to sygnał, że wierzą w BKS i chcą pomóc go odbudować. BKS w swojej ponad stuletniej historii przetrwał znacznie trudniejsze momenty: wojnę, gospodarkę nakazową czy pandemię. Nasze zadanie jest znacznie prostsze: dobrze zarządzać klubem.
SportoweBeskidy.pl: Wprowadziliście ostatnio do klubu strategicznych partnerów - Carolina Toyota przekazała auta, Warka wpadła ze sponsoringiem po wygranym finale, doszedł też WI3DER. Czy biznes w Bielsku-Białej w końcu zaczął przychylniej patrzeć na Stal, czy wyciąganie rąk do sponsorów to wciąż droga przez mękę?
T.J.: Partnerów jest już więcej i jestem wdzięczny każdemu przedsiębiorcy, który zdecydował się związać z BKS STAL. Toyota Carolina przekazała nam dwa samochody, które służą całemu klubowi, między innymi do transportu dzieci, młodzieży, zawodniczek i zawodników. Tak rozumiem dobre partnerstwo: przedsiębiorca rozwiązuje realny problem organizacji, a my mamy obowiązek zbudować dla niego wartość po drugiej stronie.
W przypadku Warki warto doprecyzować, że wygraliśmy „Mistrzostwa Twojego Świata" - regulamin przewidywał dla zwycięskiego klubu 60 tysięcy złotych w dwunastu ratach, więc to nie klasyczna umowa sponsoringowa, choć projekt marketingowo przedstawiano jako walkę o sponsoring. Nie zgadzam się natomiast, że pozyskiwanie sponsorów musi być „drogą przez mękę". Przedsiębiorcy działają dziś w trudnym otoczeniu i analizują każdą złotówkę, więc nie przychodzimy do nich po datek, ale z propozycją partnerstwa. Każda firma ma inne potrzeby. Dlatego tworzymy przy BKS STAL środowisko, w którym partnerzy mogą się poznawać i wzajemnie sobie pomagać, rozwijając networking wokół branży zbrojeniowej, dual-use i kolejnych gałęzi przemysłu. Moja odpowiedź przedsiębiorcom jest prosta: nie musisz sponsorować BKS STAL dlatego, że kochasz sport. Powiedz, czego potrzebuje Twoja firma, a my sprawdzimy, czy potrafimy stworzyć dla Ciebie wartość dodaną. Wtedy sponsoring przestaje być prośbą o pieniądze, a staje się dojrzałym partnerstwem.
SportoweBeskidy.pl: Przejdźmy do kwestii sportowych, początek sezonu w V lidze pokazał, że łatwo nie będzie. Czy z perspektywy gabinetu prezesa te wyniki to sygnał alarmowy, czy po prostu chłodne zderzenie z ligową rzeczywistością?
T.J.: Wynik 0:7 boli, nie będę tego relatywizował. Oficjalne podsumowanie Śląskiego ZPN potwierdza wynik 7:0 dla drugiego zespołu Goczałkowic, mimo że Goczałkowice dostały karę pieniężną za dopuszczenie do meczu osoby nieuprawnionej. Teoretycznie moglibyśmy domagać się oddania wygranej, co nie zmienia faktu, że padło 7 bramek i trzeba patrzeć przed siebie. Pierwsza drużyna została praktycznie w całości przebudowana. Wojciech Fluder objął zespół w okresie głębokiej zmiany kadrowej, a jednym z elementów nowej koncepcji jest mocniejsze połączenie pierwszej drużyny z rozwojem młodych zawodników. Mając mocno ograniczony budżet jak na realia 5 ligi, inne osoby już dawno by się poddały wyzwaniom, które podjął Fluder. Mógłbym po kilku porażkach powiedzieć: sprowadźmy dziesięciu doświadczonych piłkarzy i spróbujmy kupić lepsze miejsce w tabeli. Tylko że ja nie przyszedłem do BKS po to, żeby kupować wynik sportowy za pieniądze, których klub nie ma.
Wynik jest ważny, sport bez ambicji wygrywania nie ma sensu. Ale odpowiedzialność zarządu musi sięgać dalej niż najbliższy weekend - za miesiąc po zwycięstwie nadal trzeba wypłacić wynagrodzenia, zapłacić za energię, utrzymać halę i spłacać zobowiązania. Dlatego stanowczo mówię, że nie będę kupować awansu długiem. Naszym celem jest zbudowanie drużyny, która z czasem będzie coraz mocniejsza, z coraz większą rolą młodych zawodników związanych z BKS. To trudniejsze niż kilka transferów, ale jeśli się uda, pozostawi klubowi coś znacznie cenniejszego.
Nie szukam wymówek w regulaminach - każdy klub z pierwszą drużyną na wyższym poziomie może swobodnie delegować zawodników do drugiej, grającej niżej. Trudno rywalizować młodemu, jeszcze nie do końca zgranemu zespołowi z zawodnikami zawodowo z zupełnie innego szczebla. Takie są reguły, my musimy być na tyle dobrzy, żeby z czasem umieć z takimi zespołami rywalizować.
Poza przegranymi mieliśmy też pozytywne emocje: wygraliśmy „Mistrzostwa Twojego Świata", mecz pucharowy z drużyną z Jaworza, a w spotkaniu z TS Podbeskidzie byliśmy bardzo blisko sprawienia niespodzianki - rozstrzygnęło się na zasadach loterii w rzutach karnych. Kibicom nie będę obiecywał, że każdy kolejny mecz wygramy, ale mogę im obiecać, że BKS nie obniża standardów tylko dlatego, że budujemy coś długoterminowo.
Dla mnie najważniejsza jest realizacja trzech nadrzędnych celów klubu oraz rozwój młodych zawodników, a nie najlepsze wyniki w tym sezonie. A chłodne zderzenie to też finansowanie niskoligowych klubów - część korzysta ze środków publicznych gminy, w której ma siedzibę. BKS STAL nie ma takiego finansowania na pierwszą drużynę seniorską. Jestem dumny, że nasza drużyna funkcjonuje w dużej mierze dzięki ludziom, którzy sami chcą ją utrzymywać: kibicom, Klubowi 100, sponsorom, wolontariuszom.
SportoweBeskidy.pl: Gdyby miał Pan wskazać jedno, największe wyzwanie, które spędza Panu dzisiaj sen z powiek w BKS-ie - co by to było?
T.J.: Dzisiaj zdecydowanie największym wyzwaniem jest pogodzenie dwóch ogromnych zadań: oddłużenia klubu i jednoczesnego rozpoczęcia budowy infrastruktury niezbędnej do jego dalszego rozwoju. To trochę jak jednoczesny remont fundamentów domu i planowanie jego rozbudowy - jednego nie można zaniedbać kosztem drugiego. Gdybym patrzył wyłącznie jak księgowy, powiedziałbym: najpierw przez kilka lat spłacamy wszystko, a później myślimy o rozwoju. Problem w tym, że sport nie poczeka - dzieci trenują dzisiaj, akademia potrzebuje boisk dzisiaj. Jeżeli będziemy tylko spłacać przeszłość, możemy stracić przyszłość. Z drugiej strony nie zamierzam budować przyszłości na kolejnym długu, którego klub nie będzie umiał obsłużyć.
Pierwsze miesiące były zdecydowanie najtrudniejsze. Problem płynności finansowej był bardzo duży. Prowadziliśmy trudne rozmowy z wierzycielami, musieliśmy zabezpieczać bieżące zobowiązania i mierzyć się z zaległościami z wcześniejszych okresów. Nie będę udawał, że nie kosztowało mnie to emocjonalnie bardzo dużo - były chwile zwątpienia, kiedy zastanawiałem się, czy podjęcie tej funkcji było właściwą decyzją.
Ale wtedy człowiek przypomina sobie, po co właściwie tu przyszedł. Nie chodzi o fotel prezesa, tylko o to, żeby za dziesięć czy dwadzieścia lat ktoś trenował w obiekcie, którego jeszcze dziś nie ma i nawet nie musiał wiedzieć, jak to było w 2026 roku.
SportoweBeskidy.pl: Startował Pan w konkursie na prezesa w innym klubie sportowym. Czy po spełnieniu swojej misji w BKS-ie przewiduje Pan swoją karierę w innym klubie sportowym, gdyby pojawiła się taka propozycja?
T.J.: Nie. Wybrałem BKS STAL i z tym klubem chcę pozostać związany. Nie traktuję tej funkcji jako kolejnego szczebla kariery ani sposobu na zbudowanie pozycji pozwalającej przenieść się do innego klubu. Na co dzień zawodowo zajmuję się czymś zupełnie innym niż zarządzanie sportem, co stanowi źródło utrzymania mojej rodziny, dlatego po zakończeniu roli w BKS zakończy się również moja przygoda z zarządzaniem sportem. Chciałbym, żeby klub miał uporządkowane finanse, rozwijającą się infrastrukturę, znacznie więcej dzieci uprawiających sport, mocne sekcje, partnerów biznesowych i model działania, który nie zawali się wraz ze zmianą jednego prezesa. BKS istnieje od 1922 roku, przede mną pracowało dla niego kilka pokoleń ludzi i po mnie przyjdą następni. Zarząd jest na chwilę, a klub zostaje.
Barwy klubowe mają wartość wtedy, kiedy coś znaczą, dlatego nie traktuję ich jak garnituru, który można zmienić, kiedy pojawi się ciekawsza oferta. Kiedyś chciałbym po prostu usiąść na trybunach jako zwykły kibic, popatrzeć na pełną halę albo boisko BKS i wiedzieć, że swoją cegłę do tego dołożyłem. I to mi wystarczy.