Zbyt bojaźliwy start meczu żywczanie przypłacili stratą bramki. W 7. minucie Rafał Pawlus obronił wprawdzie strzał Adriana Miroskiego z rzutu wolnego, ale ponowienie akcji wrzutką Patryka Wentlanda zakończyło się idealnym wykończeniem Jakuba Raszki. Niebawem derbowa potyczka nabrała rumieńców, bo Góral wykazał się wolą osiągnięcia celu wyczekiwanego przełamania. Przed upływem kwadransa z dogrania Tomasza Janika do wyrównania doprowadził Jakub Pieterwas. Gospodarze na tym nie poprzestali, by w 31. minucie powtórnie fetować gola, który wzbudził sporo kontrowersji. Miłosz Węglarz dośrodkował z kornera, ale próbujący złapać piłkę Kacper Mioduszewski popełnił poważny błąd. Futbolówkę z rąk wypuścił, na domiar złego w kierunku „świątyni” i choć Mateusz Droździk wyekspediował ją, to arbiter za podpowiedzią sędziego liniowego wskazał na środek boiska.
 



Po zmianie stron to bestwinianie zaprezentowali się lepiej, a to wniosek wynikający przede wszystkim z... odnotowanych zysków bramkowych. Gdyby uderzenie Janika nie zostało sparowane przez Mioduszewskiego, a faktem stałoby się zwiększenie zaliczki Górala, to zwrot biegu wydarzeń wcale nie musiał nastąpić. A tak to goście z Bestwiny najpierw wyrównali, gdy w 68. minucie Krystian Makowski nie zawiódł „z wapna” po wcześniejszym odgwizdaniu przewinienia Janika na Wojciechu Wilczku, by szalę wygranej przechylić w minucie 80. Zasługa to Wentlanda, który z okolic 30. metra wybornie wcelował w same „widły” bramki strzeżonej przez Pawlusa.

Wobec triumfu LKS-u 3:2 w szeregach obu ekip zapanowały nastroje zgoła odmienne. Góral niezmiennie wyczekuje premierowych „oczek” na IV-ligowym froncie, których zgarnięcia był dziś wyjątkowo blisko. Podopieczni Sławomira Szymali nabierają zaś rozpędu i pewności przy podtrzymaniu zwycięskiego rytmu. Do arcyciekawej batalii i konsekwencji takiego, a nie innego rozstrzygnięcia jeszcze na naszych łamach powrócimy.