Nieco ponad osiem miesięcy temu bielszczanie opuszczali Toruń z poczuciem niedosytu po porażce 2:4. Tym razem historia potoczyła się zupełnie inaczej. Rekord od początku konsekwentnie szukał sposobu na sforsowanie defensywy gospodarzy, choć na pierwsze trafienie trzeba było poczekać. Przełamanie nastąpiło przy stałym fragmencie gry w 13. minucie. Po dograniu Pawła Kaniewskiego z rzutu rożnego Mikołaj Zastawnik mocnym uderzeniem z powietrza umieścił piłkę w siatce. 

 

Toruńscy futsalowcy nie potrafili odpowiedzieć równie skutecznie. Kilka razy zrobiło się jednak niebezpiecznie pod bramką Michała Kałuży. Po zagraniu Guillermo Sancheza niewiele brakowało, aby Gustavo Henrique skierował piłkę do własnej bramki, a uderzenie Gilbertha Solano w porę zablokował Grzegorz Haraburda. Najlepszą okazję na kolejną bramkę mieli jednak "rekordziści". Do rzutu karnego podszedł Kacper Pawlus, ale Kevin Kollar wyczuł intencje rywala i efektownie zatrzymał jego próbę. Słowacki bramkarz Rekordu jeszcze przed przerwą ponownie wykazał się refleksem. Po kontrataku rozpoczętym przez Kaniewskiego obronił strzał Zastawnika z bliskiej odległości,. 

 

Po zmianie stron przyjezdni nadal konsekwentnie realizowali swój plan. Drugiego gola poprzedziła efektowna kombinacja Edgara Vareli i Matheusa. Całość wykończył Pawlus, który technicznym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy skierował piłkę do bramki. Rekord nie zamierzał na tym poprzestać. Przy trzeciej bramce Kałuża długim podaniem uruchomił Michała Marka, a pivot biało-zielonych po przyjęciu piłki obrócił się z rywalem na plecach i precyzyjnym strzałem nie dał bramkarzowi gospodarzy żadnych szans.

 

Bielszczanie mogli wygrać jeszcze wyżej. W drugiej połowie stworzyli kilka bardzo dobrych okazji, których nie udało się zamienić na kolejne gole. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół Jesusa Lopeza Garcii po raz kolejny pokazał dużą dyscyplinę w defensywie, o czym świadczy drugie czyste konto w lidze.