Sekundy od zażegnania złej passy
"Rekordziści" byli bliscy przełamania po serii meczów bez zwycięstwa. W ostatnich sekundach meczu Hutnik zdołał jednak wyrównać.
Pierwsza połowa, mówiąc ironicznie, nie miała przebiegu rodem z thrillera Alfreda Hitchcocka. Widzowie spotkania zobaczyli sporo walki, twardych starć, ale też prostych, niewymuszonych błędów. Nie było natomiast najważniejszego - goli, wszak z pustego i Salomon nie naleje. Nie dziwi ten fakt tym bardziej, iż żaden z zespołów nie oddał w pierwszej części celnego strzału.
Widowisko "oddało" jednak po zmianie stron. W 49. minucie gospodarze trafili do siatki Rekordu, a konkretniej Kacper Prusiński, który celnie przymierzył w tzw. długi róg. Stracona bramka zadziałała na "rekordzistów" jak płachta na byka, ale... nie tak od razu. Owszem, swoje okazje mieli Jan Ciućka oraz Tomasz Boczek, jednak Hutnik również miał szansę bramkową po uderzeniu Mateusza Sowińskiego. Mecz otworzył się na nowo jednak w 78. minucie. Sędzia podyktował rzut karny po faulu na Jakubie Rysiu, a z 11. metrów nie pomylił się Daniel Świderski. Niespełna 10. minut później Rekord już prowadził po celnej "główce" Boczka i asyście Rysia.
Mecz nieuchronnie zbliżał się ku końcowi i wydawało się, że Rekord w końcu sięgnie po trzy punkty. Tak się jednak nie stało... W ostatniej akcji meczu w "chaosie" pod bramką przyjezdnych przytomnie odnalazł się Kacper Rzepka i ustalił wynik na 2:2.