Serii nie ma
Po efektownym zwycięstwie na inaugurację sezonu V-ligowego nadzieje w Istebnej zostały rozbudzone. W kolejce numer 2. piłkarze Górala już dziś podjęli awansem MKS Lędziny.
Lędzinianie jawili się jako przeciwnik będący w zasięgu beskidzkiego reprezentanta. Boiskowa rzeczywistość – abstrahując od wyniku końcowego – to właśnie potwierdziła. – Dobrze zaczęliśmy i po tym, co zobaczyłem w pierwszym kwadransie spotkania byłem względnie spokojny o jego przebieg – zaznacza Dariusz Rucki, szkoleniowiec Górala. Wspomniany fragment przyniósł częstsze próby zaczepne gospodarzy, a prowadzenia najbliżej byli, gdy uderzenie Błażeja Ligockiego ostemplowało poprzeczkę.
Jak okazało się później, kluczowe dla satysfakcji po stronie MKS-u były proste środki w grze. W 30. minucie źle piłkę spod własnej bramki wybił Mirosław Łacek, co goście skrzętnie wykorzystali. Po myśli zespołu z Istebnej ułożyła się sama końcówka premierowej odsłony. Jakub Matysiak popisał się dokładnym dośrodkowaniem, a uprzedzając obrońcę futbolówkę do siatki skierował Szymon Kukuczka.
Wydawać się mogło, że trafienie z gatunku „do szatni” przyniesie przełom, ale już 120. sekund po wznowieniu gry cieszyli się zawodnicy z Lędzin. Przy kornerze błąd w kryciu przydarzył się Kukuczce, a przy odpowiedniej dozie szczęścia przyjezdni powtórnie zdobyli prowadzenie. Na kwadrans przed finiszem sytuacja Istebnian zrobiła się arcytrudna. Tym razem przy ponowieniu „centry” z rzutu wolnego miejscowi „zgubili” krycie, co rywal skrzętnie wykorzystał z bliskiej odległości. Niemal natychmiast pojawiły się okazje, by złapać kontakt. Golkiper MKS-u wygrał pojedynek z Kukuczką, a próba Jakuba Dziwisza z 4. metrów poszybowała w środek bramki.
– Więcej się po tym meczu spodziewaliśmy. Bardzo fizyczny zespół z Lędzin nie zagrał niczego porywającego, ale na nas to wystarczyło, choć uważam, że piłkarskie walory były po naszej stronie – tłumaczy Rucki.