Mecz mógł rozpocząć się od mocnego akcentu gospodarzy. Już w 4. minucie Miłosz Dokudowiec oddał strzał, z którym poradził sobie Konrad Krucek. Beskid szybko odpowiedział za sprawą Michała Pietraczyka, jednak Filip Dyduch dobrze wyszedł z bramki i zażegnał niebezpieczeństwo. Z czasem coraz więcej do powiedzenia mieli przyjezdni. W 22. minucie z rzutu wolnego uderzał Szymon Kubica, który w przeszłości reprezentował barwy BKS-u. Piłka odbiła się jeszcze od jednego z zawodników, ale Dyduch zdołał skutecznie interweniować. Bramkarz z Białej nie dał się zaskoczyć również w 36. minucie, kiedy w polu karnym szansę miał Jakub Krucek.

 

Najwięcej działo się tuż przed przerwą. W 43. minucie Pietraczyk oddał strzał z bliskiej odległości, a Dyduch popisał się znakomitą paradą. Dzięki niemu BKS schodził do szatni z czystym kontem.

 

Druga połowa nie przyniosła już tak klarownych sytuacji. Na boisku trwała taktyczna rywalizacja, a oba zespoły cierpliwie szukały luki w ustawieniu przeciwnika. Gospodarze próbowali zagrozić za sprawą Aleksandra Paula i M. Dokudowca, lecz brakowało konkretów pod bramką Beskidu. W 83. minucie Robert Kuśmierczyk sprawdził jeszcze K. Krucka uderzeniem z dystansu. 5. minut później Beskid cieszył się z trafienia po zamieszaniu w polu karnym, jednak radość gości przerwała decyzja arbitra. Gol - przedniej urody Kubicy- nie został uznany z powodu pozycji spalonej. Wydawało się, że spotkanie zakończy się bez większej historii w ostatnich sekundach, ale Filip Dyduch zadbał o efektowny finał. W 90. minucie Igor Kaźmierczak oddał strzał, a bramkarz BKS-u rzucił się do piłki i wyciągnięty jak struna uchronił swój zespół przed utratą gola.