Ku zaskoczeniu faworyzowanych gości, start meczu był w wykonaniu piłkarzy Przemszy bezkompromisowy. W miarę jednak upływu czasu inicjatywę przejmował Orzeł, stwarzając sobie niezłe szanse, by objąć prowadzenie. Najbliżej tego było przy atomowym uderzeniu Adriana Rakowskiego z rzutu wolnego, lecz piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. Defensywę gospodarzy niepokoił też Marcin Wróbel, ale i jego strzały nie przyniosły powodzenia. Nieznacznie pomylił się również Sebastian Pępek, który usiłował wykończyć dośrodkowanie Damiana Chmiela z narożnika boiska. Tym z większym zdumieniem można było przyjąć fakt, że o bramkę pokusili się zawodnicy z Siewierza, choć do końca akcję po prostopadłym podaniu między obrońców Orła zatrzymać próbował jego golkiper.

W szatni przegrywających gości nie było podczas kwadransa przerwy nadmiernej nerwowego klimatu. – Wiedzieliśmy, że musimy więcej od siebie dać i przede wszystkim wykazać lepszą precyzję pod bramką rywala – mówi Krzysztof Wądrzyk, szkoleniowiec łękawiczan, którzy natychmiast po wznowieniu gry na poważnie zabrali się do realizacji planu zmierzającego ku wyjazdowej wygranej.

Kolejne strzały Wróbla oraz Pępka golkiper Przemszy wybronił w sposób wyśmienity, ale w 49. minucie stało się to, co niechybne. Chmiel mocny wrzucił futbolówkę, a myląc bramkarza musnął je jeszcze po drodze do siatki Wróbel. Już w 55. minucie Orzeł był w sytuacji komfortowej. Kamil Gazurek dośrodkował do Wróbla, finalnie piłka dotarła pod nogi Seweryna Caputy, który zachował stoicki spokój. Wątpliwości żadnych nie było już po godzinie, kiedy rajdu Rakowskiego nie zmarnował Kamil Małolepszy, strzelający do celu z pomocą rykoszety z okolic 20. metra. Cieszył się wreszcie również Chmiel, który w 70. minucie ustalił rezultat potyczki na 4:1, wyborną próbą zza „16”, powodując na wskroś radosne nastroje w szeregach Orła we wczesne sobotnie popołudnie.

– Kolejny nasz solidny występ, w dodatku na wyjeździe, gdzie zwycięstwa mają w tej lidze szczególną wartość. Mieliśmy dużą dawkę meczów w ostatnich kilkunastu dniach i chwała chłopakom, że fizycznie potrafili zdominować rywala. To tym bardziej cieszy mnie jako trenera – zauważa Wądrzyk.