Bielskie Podbeskidzie wygrało po raz pierwszy w sezonie. Pokonało w Poznaniu aktualnego mistrza Polski. Powody do satysfakcji mają kibice, trener Dariusz Kubicki oraz prezes Wojciech Borecki. Nie o Podbeskidziu dzisiaj jednak będzie, a o niewdzięcznej roli szkoleniowca polskiego klubu piłkarskiego. felieton Prezes Wojciech Borecki nie zwolnił przed przerwą na mecze reprezentacji Dariusza Kubickiego. Popieram decyzję sternika klubu, nie ze względu na jakieś prywatne sympatie. Trenerzy pracujący w naszych klubach, przede wszystkich tych rywalizujących na szczeblu centralnym, nie znają dnia, ani godziny. Bomba tyka. Wybucha po kilku słabszych meczach, serii porażek, gdy zespół gra poniżej oczekiwań. Wybucha za często i bardzo często za szybko.

Prowadzenie drużyny piłkarskiej składającej się z ponad 20 zawodników, 20 osób o różnych charakterach i sportowych predyspozycjach, to nie lada wyzwanie. Czynników wpływających na wynik, o charakterze wewnętrznym i zewnętrznym, jest bardzo dużo. Procesu tworzenia zespołu przez duże „Z” nie da się zamknąć w trakcie skrawka sezonu, a nawet kilkunastu miesięcy.

Niestety większość polskich klubów nie posiada wizji rozwoju, długoterminowego planu. Nie posiadają takowych właściciele klubów i decydenci. Nie ma wizji, nie ma planu, a zatem klub się nie rozwija, a ten kto stoi w miejscu, cofa się. Konkurencja bowiem odskakuje. M.in. dlatego nadal nie możemy rywalizować z zespołami z wielu lig europejskich. Odnoszę wrażenie, że u nas wybór trenera często posiada znamiona przypadkowości. Na rynku dostępni są szkoleniowcy X, Y, Z, szkoleniowcy z „nazwiskiem” oraz odpowiednim doświadczeniem (i licencją), kontraktujemy tego, którego „zachcianki” będziemy w stanie spełnić, nie tego, który pasuje do naszej wizji funkcjonowania klubu i zespołu. Prezesi i właściciele stosują rozwiązania doraźne. Biorąc przykład z "góry" - najważniejsze jest utrzymanie w ekstraklasie, a co za tym idzie: "kasa misiu, kasa". Dzisiaj się uda, za rok również, ale na dłuższą metę niewiele dobrego wyniknie z takiego podejścia. 

Karuzela trenerska kręci się. Robert Warzycha został zwolniony z Górnika Zabrze, ten sam Robert Warzycha, pracy którego w poprzednim sezonie towarzyszył mały „kabaret” (nie posiadał odpowiedniej licencji). Lechii Gdańsk nie prowadzi już Jerzy Brzęczek. W ich miejsce pojawili się nowi szkoleniowcy. O żadnej kontynuacji myśli trenerskiej nie ma mowy. Nowy trener, nowi asystenci, nowy sposób prowadzenia zespołu, nowa taktyka i jeszcze transfery „last minute”. Karuzela kręci się, a w fotelikach wciąż te same osoby. Czesław Michniewicz prowadzi ósmy zespół, w swoim CV ma zatem pół ligowej stawki. Michał Probierz może "pochwalić" się lepszym wynikiem. 

Czy osoby odpowiedzialne za wybór szkoleniowca podejmują odpowiedzialne decyzje? Jeśli zwalniają trenera przed wygaśnięciem kontraktu, na pewno nie. Owszem, błędy zdarzają się wszystkim, ale... nasza liga takimi błędami usłana jest.

Prezes Borecki postawił na Kubickiego. Dokonując wyboru czymś się kierował. Zwalnianie trenera przed wygaśnięciem umowy jest niczym przyznanie się do błędu. Oznacza także często brak konsekwencji. Presja mediów i kibiców? Decydenci nie powinni się jej ulegać.

Czekam z utęsknieniem na prezesa, zarząd, właściciela klubu, kogoś kto odważnie postawi na swoją wizję i konsekwentnie będzie ją realizował. Nawet za cenę spadku z ligi. Odwaga, konsekwencja i cierpliwość... cnoty decydenta ideała?

PS. Warszawa Legia i Lech Poznań to kluby pretendujące do miana „eksportowych”. W obu przypadkach możemy mówić o słabym początku sezonu. Życzę działaczom cierpliwości i konsekwencji.

Krzysztof Biłka SportoweBeskidy.pl