- Dużo się działo w tym meczu. Szanujemy punkt, bo zmierzyliśmy się z solidnym rywalem. Ogólnie było to spotkanie na remis. Mieliśmy my swoje lepsze momenty, miała je Polonia. Szkoda trochę jedynie przespanego początku meczu - mówi Patryk Pindel, trener Spójni. 

 

I faktycznie. Zespół z Landeka nie może zaliczyć do udanych pierwszych minut spotkania z Polonią. Gospodarze nieco stłamsili rywala, czego owocem była bramka w 24. minucie, gdy zawodnik Polonii wykorzystał bierną postawę defensywy landeczan i zdobył bramkę po długim rajdzie na skrzydle. Reakcja Spójni była jednak właściwa. Nieco ponad 10. minut później Wojciech Pisarek wyrównał po asyście Bartłomieja Szołtysa. W 42. minucie Spójnia już prowadziła, gdy Patryk Fabian celnie przymierzył z rzutu wolnego. Do szatni drużyna z Landeka jednak nie prowadziła. Tuż przed końcem pierwszej części Polonia trafiła na 2:2 po celnej główce po dograniu ze stojącej piłki. 

 

W drugiej połowie mniej się działo jeśli chodzi o stricte piłkarskie aspekty. Czynnik emocjonalny został jednak zachowany. Szczególnie w końcówce. Sędzia w 87. minucie pokazał czerwoną kartkę dla zawodnika Polonii, a chwilę później, w doliczonym czasie, "cegłę" ujrzał Igor Mencnarowski ze Spójni. Ekipa z Łazisk Górnych miała rzut wolny, lecz sędzia nie pozwolił go rozegrać i zakończył spotkanie, co spotkało się z - słusznymi - pretensjami gospodarzy. Niemniej, wynik 2:2 sprzed przerwy zmianie nie uległ.